Zryte tłoki

22 kwietnia, niedziela, piękna słoneczna pogoda, a ja nie mam planów… Zaglądam na Facebooka, żeby sprawdzić, jakie imprezy odbywają się w okolicy: Moto Piknik w Wawrze, zlot kamperów nad Pilicą w Warce i Wrak Race w Mysiadle. Przypomniało mi się, że moi znajomi spod Piaseczna, kiedyś mi opowiadali, że startują w takich wyścigach, więc obrałem kierunek na Mysiadło.

Przyjeżdżam pod bramę ogrodzonego terenu, obok mysiadłowskiego stawu, a tam dużo ludzi, mnóstwo kurzu podniesionego z ziemi, przez pędzące wraki. Bilet wstępu 5 zł to tyle ile wata cukrowa, a wrażenia 100 razy lepsze! Dzwonię do moich znajomych, żeby zapytać, czy może startują w dzisiejszym Wrak Race? Odbiera Justyna i próbując przekrzyczeć ryk silników, mówi: Mariusz dawaj! Dawaj prędko do nas, to mnie zastąpisz jako pilota i pojedziesz z Danielem w wyścigu. Nie miałem zbyt dużo czasu, żeby się zastanowić nad propozycją, kiedy to po kilku minutach przymierzałem już swój kask i dostawałem instrukcję, jak się zachowywać podczas rajdu, co robić, a czego nie robić. Od razu zostałem skrytykowany za pomysł kręcenia wyścigu kamerką sportową z ręki, ale nie posłuchałem rad, co mnie później kosztowało zakwasami w mięśniach… Wystartowałem z ekipą Zryte Tłoki, Toyotą Corollą. Ale to, że była to Toyota, to się dowiedziałem od Daniela. Bo samochód nie posiadał lamp, zderzaków i był mocno pobijany, właściwie nie do rozpoznania…

Ruszyliśmy ze środkowej pozycji, już po chwili jechaliśmy w takiej ilości kurzu, że chwilami widoczność wynosiła góra dwa metry. W życiu bym nie przypuszczał, że samochód i to taki stary, jest w stanie tyle wytrzymać i wykrzesać z siebie mocy… Nigdy wcześniej nie miałem styczności z Wrak Race i po raz pierwszy widziałem realne sceny z filmu TAXI, ale nie te dziejące się na laurowym wybrzeżu we Francji, tylko w Polsce i to na torze w Mysiadle. Mieliśmy kilka stłuczek, kilka lotów w powietrzu i jedno przywalenie w karpę po ściętym drzewie. Wtedy pomyślałem, że to już koniec. Wydawało mi się, że straciliśmy miskę olejową… Jednak okazało się, że przywaliliśmy w karpę, wahaczem i miska była cała. W tym momencie zleciało już 15 minut naszego rajdu. Przez ten cały czas, miałem zaparty statyw o moje nogi dla malutkiej kamerki sportowej. Niestety przyjaciele mieli rację, że był to kiepski pomysł z tą kamerką, bo ani kurz, ani grawitacja, ani siły odśrodkowe nie były sprzymierzeńcami w walce, o jak najlepsze filmowe kadry… A przez to, że miałem zajętą jedną rękę, nie miałem jak się trzymać w samochodzie i dlatego fruwałem po nim, niczym worek ziemniaków… Do tego przy przedostatnim okrążeniu złapaliśmy kapcia, ale mieliśmy na tyle dobry czas, że pomimo spowolnienia, udało nam się ukończyć wyścig i dostać się do ścisłego finału.

Podczas przerwy i w oczekiwaniu na wielki finał, uzupełniliśmy płyny w samochodzie, umyliśmy czarne od kurzu twarze. Daniel wymienił w tym czasie, dwa koła i coś poprawił przy stacyjce. Niestety nie była to gruntowna naprawa, o czym mieliśmy się przekonać już za chwilę w finale. Wystartowaliśmy! Okazało się, że w półfinale Daniel oszczędzał Toyotę, żeby dać czadu teraz w wielkim finale. Wszystko, co wcześniej przeżyłem w tym wraku, w finale było jeszcze bardziej spotęgowane… Zawrotna szybkość, zderzenia z innymi autami… Niestety podczas jednego z lotów, po wybiciu się z muldy, wyleciał nam kluczyk ze stacyjki, a po wylądowaniu zgasł silnik… Daniel szybko odszukał kluczyk na podłodze i po chwili braliśmy dalej udział w tym szalonym wyścigu. Sytuacja z kluczykiem jak bumerang powróciła kilka okrążeń później. Tym razem kluczyk ukrył się w piachu, który był na podłodze Toyoty… Straciliśmy bardzo dużo czasu do reszty ekip, które nas wyprzedziły. Daniel stwierdził, że nie mamy już szans na dobry wynik i zjechaliśmy z toru…
Polecam każdemu fanowi motoryzacji, udział we Wrak Race w Mysiadle. Co prawda, przez kilka następnych dni, czułem trudy tego wyścigu. Zakwasy, siniaki i prawa ręka, która robiła za statyw dla kamery, przypominały o trudach trasy i naszej walki z leciwą już Toyotą. Pomimo tych dolegliwości mam nadzieję, że będę miał jeszcze okazję w przyszłości wystartować. Może tym razem zasiądę za kierownicą wraka?

Autor: Mariusz Cholewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *