Zabrać im!

„Pieniądze szczęścia nie dają
… tym którzy ich nie mają” – jak mawiał poeta.

Inny, już nie poeta, twierdził, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Zrobiono nawet sondaż, z którego wynikało, że zdecydowana większość chciałaby politykom wynagrodzenia zdecydowanie obniżyć. Vox populi vox Dei, toteż w ów vox populi wsłuchał się sam szef, zarządzenia wydał i chyba pierwszy raz w historii zdarzyło się, żeby rządzący sami sobie odebrali pieniądze. Nie wszystkie rzecz jasna, gest raczej symboliczny, ale dobre i to. Dobre? Ulubionym argumentem różnych strasznie mądrych ludzi (z naciskiem na „strasznie”) jest, że dużo zarabiający nie będzie podatny na korupcję. Ta sama złota myśl przyświeca także finansowaniu partii z budżetu. Widocznie nie jestem strasznie mądrym człowiekiem, bo pojęcia nie mam, czemu fakt dużych zarobków miałby przeciwdziałać korupcji. Zawsze mi się wydawało, że to od uczciwości zależy, a nie od majątku. Jeśli by przyjąć logikę wymądrzających się w telewizorze tzw. intelektualistów, to należałoby rozdawać wszystkim biednym pieniądze, żeby nie byli podatni na pokusę kradzieży. Nie robi się tego, a mimo to niewielu kradnie. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że od dużych kradzieży to specjalistami są ci, których majątek już teraz przewyższa ich najbardziej ekstrawaganckie potrzeby.

Wszyscy zapewne chcieliby być bogaci. Nic w tym złego, dla pieniędzy ludzie są nawet gotowi pójść do pracy;-) A w pracy zwykle jest tak, że płaca zależy od dochodów firmy. Często zależy w ten sposób, że jak firma cienko przędzie, to pracownicy zarabiają mniej, a jak dobrze… to fajnie. Ostatnio jednak tak się nie da, bo bezrobocie zbliża się do poziomu, przy którym pracodawcy muszą konkurować między sobą nie tylko w produkcji, ale również o pracownika. Wróćmy jednak do posłów i ogólnie do rządzących. Czy płace posłów i samorządowców nie powinny być uzależnione od majątku, którym zarządzają? Narobią długów – sorry, tatuś diety nie przyniesie. Czy nie powinno być jednak tak, że o ustawach decydują posłowie, którzy już się dorobili jakiegoś majątku, mają jakieś doświadczenie życiowe i kapitał? Ależ skąd! – zakrzyknie większość czytelników – przecież biedni ludzie powinni mieć swoją reprezentację w Sejmie.

Pan/Pani wybaczy, ale to trochę myślenie socjalistyczne. Już objaśniam: w interesie kapitalistów nie jest bieda innych. Wręcz przeciwnie, w ich interesie jest, żeby KLIENCI byli jak najbogatsi i kupowali jak najwięcej. Produkcja samochodów nie ma sensu, jeśli ludzi nie stać nawet na płyn do spryskiwaczy. Ma sens wtedy, gdy ludzie ten produkt kupią. Trudno też sobie wyobrazić, by ci hipotetyczni kapitaliści w sejmie uchwalili prawo preferujące wyłącznie ich produkcję. No, chyba że wybierzemy wyłącznie samych piwowarów, a i to niekoniecznie, bo konkurencja, choć wymagająca panna, to jednak miła jest wszystkim.

Skoro zatem uchwalać będą prawo sprzyjające działalności gospodarczej, a nie podoba mi się praca u kogoś, to sam mogę zostać przedsiębiorcą, czyż nie?. Kiedy 30 lat temu uchwalono ustawę Wilczka (swoją drogą to paradoks, że parlament PRL uchwalił najbardziej wolnorynkową ustawę w 1988r, a „nasi” później wyłącznie ją psuli) w Polsce powstało milion firm. Tak, średnio co 30 Polak, wliczając w to noworodki i staruszków był „wrednym krwiopijczym kapitalistą wyzyskującym lud pracujący miast i wsi”;-) Dziś sama składka na ZUS stanowi skuteczną zaporę dla przedsiębiorczości zwykłych ludzi.
Jak mawiała nieodżałowana Margaret Thatcher: „Żaden rząd nie ma własnych pieniędzy. Ma tylko pieniądze podatników, więc niczego nie „daje””. Jeśli więc nie ma komu zabrać, to i nie ma z czego dać. Wychodzi więc taki, na szczęście były, minister od finansów i powiada (piszę, jak usłyszałem): „Piniędzy nie ma i nie będzie.”

Nic tak nie rozweseliło mnie ostatnimi czasy, jak słowa Premiera, że przedsiębiorcy sami do niego przychodzą i chcą płacić większe podatki. W to nie uwierzy chyba nikt, ale z drugiej strony w naszej redakcji często mamy do czynienia ze wzruszającymi przejawami dobroczynności. Ludzie chcą pomagać i pomagają. A my wraz z Czytelnikami staramy się ich docenić, organizując coroczny konkurs „Nasi Najlepsi”, którego już trzecią edycję szykujemy na jesień.

Na razie jednak życzę wszystkim Czytelnikom miłych wakacji bez polityków nieponoszących konsekwencji własnych działań. Po prostu miłego odpoczynku:-)

Autor: Paweł Chorzempa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *