Telefon, który ratuje życie

Czasami w życiu wystarczy jeden telefon, który uratuje nasze życie. Często w chorobie sami siebie oszukujemy, że nie potrzebujemy pomocy drugiego człowieka. Bo mamy to wewnętrzne przekonanie, że posiadamy pełną kontrolę nad swoim życiem i ciałem. Ale w przypadku osób z zaburzeniami odżywiania (anoreksja, bulimia, ortoreksja, kompulsywne objadanie się) ta granica między zdrowym życiem fit a chorobą jest właściwie niezauważalna. Dopiero totalny zjazd, czyli: niskie poczucie wartości, zła dieta, wykończenie psychiczne i fizyczne, niskie BMI (Body Mass Index) powodują, że szukamy pomocy. Jeśli w odpowiednim czasie wykręcimy dobry numer telefonu, to nasze życie będzie uratowane. Trzy młode dziewczyny: Ola, Antonia i Kasia, mają już za sobą wiele trudnych doświadczeń związanych z zaburzeniami odżywiania. Za każdą z nich kryje się zupełnie inna historia i choroba. Ale to, co je połączyło, to wspólny turnus rehabilitacyjny w Fundacji Światło Dla Życia, którą od kilku lat prowadzi małżeństwo: Ewa Galus-Raczyńska i Piotr Raczyński.

Zjazd

– Nie wiem, kiedy zaczęła się moja choroba. Tutaj w ośrodku nazywam to zjazdem. Dopiero teraz nauczyłam się tego słowa. Przed przyjazdem na turnus rehabilitacyjny w ośrodku, miałam potężne kompleksy. Jak coś zjadłam, to miałam wyrzuty sumienia, że nie nadążam za promowanym wśród naszego społeczeństwa życiem fit. Zawsze musiałam być najlepsza, sięgać wyżej. Nigdy nie odpuszczałam, ćwiczyłam i dbałam o dobrą dietę. W pewnym momencie to wszystko dla mnie okazało się frustrujące. Jadłam rzekomo racjonalnie, zdrowo. Regularnie ćwiczyłam, a nadal nie miałam smukłości sylwetki, którą chciałam osiągnąć. Dlatego ćwiczyłam coraz więcej, osiągałam coraz lepsze wyniki naukowe na studiach. Wszędzie mnie było pełno. To już nawet nie było wykończenie fizyczne, to było wykończenie psychiczne. Moja głowa nie nadążała już za galopem myśli. Znalazłam dietetyka, zaczęłam stosować dietę redukcyjną, a potem zaczęłam z niej wychodzić. Wtedy jeszcze umiałam sobie wytłumaczyć, że diety redukcyjnej nie można cały czas stosować. Ale z czasem zaczęły się zacierać te granice między racjonalnym myśleniem a tym takim chorobowym. Człowiek nie jest w stanie zauważyć: gdzie jest ta granica?
W pewnym momencie zauważyłam, że robienie zwykłych zakupów spożywczych, stało się dla mnie osobistą tragedią. Z czasem to się jeszcze pogłębiło. Zakupy potrafiłam robić po dwie godziny. Chodziłam wśród sklepowych półek i sprawdzałam składy produktów. Odbywało się to według cyklu: sprawdzanie składu, odłożenie, sprawdzenie, odłożenie. Sprawdzałam także ilość kalorii. Dlatego potrafiłam stać przy chłodniach, lodówkach i porównywać dwa składy jogurtów zero kalorii. Dla mnie było ważne, który z nich posiadał ich mniej, robiłam to nawet kosztem walorów smakowych. Wtedy to już było totalne apogeum mojej choroby. Szukałam produktów zamiennych, wyłączałam z mojej diety poszczególne składniki. Ciągle myślałam: jak zrobić, żeby tego było mniej? Żeby moi bliscy nie zorientowali się, że jem mniej. Przecież ja jem dużo, nie jestem chora. To było dla mnie straszne i bardzo wyczerpujące psychicznie. Z czasem człowiek chciał się odsunąć już od wszystkich. Przeszkadzały mi spotkania ze znajomymi. Bo na każde wyjście z nimi zabierałam swoje pudełka z jedzeniem. To wszystko zaczęło budować we mnie poczucie inności. Bo nie było żadnego zrozumienia ze strony znajomych. Zawsze padały pytania: a co masz w pudełku? Chciało ci się to przygotować? To pogłębiało tylko moje wykluczenie ze społeczeństwa. Pod koniec miałam takie poczucie: Aha. Jestem lepsza, bo wy wcinacie ten tłusty popcorn. Niech to wam wyjdzie bokiem, a ja tutaj robię coś super dobrego dla siebie i zjem trzy liście sałaty. Jestem od was o tyle lepsza. To było strasznie dziwne. Nawet ze strony własnej rodziny nie mogłam liczyć na zrozumienie, bo zaczęły się pytania: dlaczego tyle sobie nakładasz? Dlaczego jesz małą łyżeczką, a nie dużą?
Trafiłam w końcu do szpitala psychiatrycznego. Nie chciałam tam długo być, bo pobyt w szpitalu, nie jest dobry dla osoby z zaburzeniami odżywania. Tam nie było żadnego leczenia, czekała mnie wegetacja. Będąc jeszcze w szpitalu, mąż przysłał mi listę ośrodków, do których dzwoniłam i prosiłam o pomoc. Niestety za każdym razem słyszałam, że nie ma szans na leczenie zamknięte. A takie zalecenia dostałam od lekarza. W końcu zadzwoniłam do Fundacji Światło Dla Życia. Okazało się, że jest to jedyne miejsce, w którym mogą mi udzielić pomocy. Telefon odebrała pani Ewa Galus-Raczyńska, z która rozmawiałam przez ponad 40 minut. Bo w tej chorobie jest dużo pytań, obaw. Ta rozmowa była dla mnie takim promyczkiem nadziei. Bo pani Ewa zaczęła mi opowiadać o ośrodku, o terapii, o leczeniu. Kiedy przyjechałam obejrzeć ośrodek, pan Piotr Raczyński, powiedział mi bardzo ważną rzecz, że zaburzenie odżywania, to nie jest problem z jedzeniem, to nie jest problem na talerzu… Problem tkwi pod talerzem. On jest głęboko ukryty. Dlatego nie da się w ogóle porównać leczenia szpitalnego z tym ośrodkiem. To jest niebo, a ziemia – opowiadała historię swojej choroby, Kasia.

Pomoc telefoniczna

Fundacja Światło Dla Życia funkcjonuje już od sześciu lat. Pierwotnym założeniem jej działalności było niesienie pomocy telefonicznej. Każdy dzwoniąc na infolinię fundacji, mógł dowiedzieć się: gdzie znajdzie lekarza, terapeutę. Jak można rozpoznać swoją chorobę i jak ją leczyć. – Telefony dzwonią już od sześciu lat. Często dzwonią do mnie osoby, które są na granicy życia i śmierci, bo ich BMI (Body Mass Index), nie przekracza 8,9. To jest BMI praktycznie śmiertelne. Od sześciu lat zajmuję się zaburzeniami związanymi z anoreksją, znam pewne mechanizmy, w których funkcjonuje osoby chora. Staram się im podpowiadać, żeby np. powstrzymały się od objawów, żeby posłuchały głosu rozsądku, albo chociaż głosu osoby z drugiej strony telefonu. Podpowiadam im różne rozwiązania, które są, w stanie przyjąć. Trzeba to robić umiejętnie – mówi Ewa Galus-Raczyńska z Fundacji Światło Dla Życia. Od sześciu lat działa także strona internetowa fundacji, na której osoby z zaburzeniami odżywania, znajdą wszystkie porady i zalecenia dla swojej choroby.

Program terapii w ośrodku

Pierwszym filarem programu terapeutycznego w ośrodku jest praca w grupie. – Stosujemy odpowiedni nurt w psychoterapii. Te zajęcia ukierunkowane są na integrowanie się grupy. W przypadku osób z zaburzeniami odżywania izolacja to podstawowy problem. Dlatego w ośrodku dziewczyny pracują razem w grupie. Każda grupa daje jakieś emocje, tworzy relacje między uczestniczkami turnusu. To bardzo ważne, bo staramy się odbudować pewne mechanizmy funkcjonowania tych osób sprzed choroby – mówiła Ewa Galus-Raczyńska. Drugim bardzo ważnym filarem w leczeniu, jest praca indywidualna. Zajęcia indywidualne odbywają się trzy razy w tygodniu. Zawsze ze stałym psychoterapeutą, bo bardzo ważne jest to, aby została nawiązana więź w relacji: pacjent-terapeuta. Jeśli zostanie nawiązana taka relacja, to jest szansa na przepracowanie wielu bardzo ważnych problemów, które męczą osobę chorą. Trzecim filarem funkcjonowania jest praca z ciałem. – Osoby chorujące na zaburzenia związane z odżywaniem, nie akceptują swojego ciała, wręcz go nienawidzą. Uważają, że pod tym względem są gorsze od innych i dążą do doskonałości swojego ciała. Przez to doprowadzają się do stanu, że stają na granicy życia i śmierci – mówiła Ewa Galus-Raczyńska. Ostatnim czwartym filarem programu terapeutycznego jest praca z rodziną.

Dieta

Odpowiednio zbilansowana dieta jest bardzo ważna w procesie terapeutycznym. Osoby chorujące na zaburzenia odżywania, mają wyniszczone organy wewnętrzne. Produkty, które stosowane są w diecie, mają za zadanie odbudowę organizmu. – Na pewno nie może to być gwałtowny proces. Musi być on stopniowy, aby osoby z zaburzeniem, akceptowały przyrost wagi. Jednocześnie odbudowujemy tkankę mięśniową, tkankę tłuszczową. Nasz ośrodkowy jadłospis niczym nie odbiega, od tego, który stosujemy w swoim codziennym żywieniu. Jest on ułożony tak, aby odbudowywać fizyczną część człowieka i zasilać mózg – opowiadała o żywieniu w ośrodku Ewa Galus-Raczyńska. Dieta zawiera od 1800 do 2000 kcal. Jest rozłożona na pięć posiłków. Są trzy główne: śniadanie, obiad i kolacja. A także dwa mniejsze posiłki: drugie śniadanie i podwieczorek. Wszystkie produkty do tej diety są skomponowane przez panią psychodietetyk, która pracuje z pacjentami turnusu rehabilitacyjnego.

Jest OK.

Wszyscy mamy swoje marzenia, które powodują, że każdego dnia chce się nam pójść do pracy, czy do szkoły. Dziewczyny z zaburzeniami odżywania, także mają swoje marzenia i cele, które chcą osiągnąć. – Żeby być szczęśliwą i dobrze czuć się sama ze sobą – powiedziała Ola. Chciałabym po prostu żyć, a nie ukrywać się. Móc pójść na czyjeś urodziny, ślub, chrzest czy rower. Nie uciekać przed zapachem i widokiem jedzenia. Być wobec siebie i innych OK – marzyła Antonia. – Żeby po prostu żyć. Cieszyć się codziennością. Przyszłościowe marzenie, żeby mieć dzieci. Ale najpierw trzeba uratować siebie – mówiła Kasia.

Każdy może pomóc

Każdy z Państwa może pomóc i wesprzeć Fundację Światło Dla Życia. Wpłaty można kierować na konto fundacji: Raiffeisen Polbank 27 1750 0012 0000 0000 3528 5016. Środki finansowe zostaną przeznaczone na cele statutowe fundacji. W tym opłacenie turnusów rehabilitacyjnych dla dziewczyn, które mają problemy finansowe. Niestety Narodowy Fundusz Zdrowia, jak i Ministerstwo Zdrowia, traktują problemy związane z odżywaniem, jako zaburzenie, a nie chorobę. Przez to Fundacja Światło Dla Życia nie może liczyć na państwowe wsparcie i dopłaty do turnusów rehabilitacyjnych. Dlatego tak ważna jest Państwa pomoc.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *