Śmieci mieszkańców bloków

Od 2013 roku obowiązuje tzw. ustawa śmieciowa, w rzeczywistości jest to nowy podatek. Od tej pory to gminy wybierają firmę odbierającą od mieszkańców śmieci, a Ci płacą jedną stawkę niezależnie od ilości wyprodukowanych odpadów.

W 2017 wprowadzono nowelizację ustawy i od 2018 roku obowiązują nowe przepisy, które ujednoliciły podział odpadów oraz kolory pojemników/worków na śmieci. Od teraz w całej Polsce kontener niebieski będzie na papier, zielony na szkło, żółty na metale i tworzywa sztuczne, brązowy na odpadki biodegradowalne. W naszej gminie mamy jeszcze czarny na popiół oraz szary na pozostałe.

Teoretycznie zamawiając hurtowo gmina, powinna dostać niższe ceny, niż pojedyncza rodzina.
Drugim czynnikiem wpływającym na cenę są surowce wtórne. Współpracowałem z firmami zajmującymi się surowcami wtórnymi i płacą one tym więcej, im lepiej posegregowany dostają towar. Jak tłumaczył mi właściciel firmy: albo my posegregujemy odpady, albo on będzie musiał zapłacić pracownikom za segregację.

Cena jednak rośnie, a jakość usług spada. Mieszkańcy Spółdzielni Mieszkaniowej w Górze Kalwarii korzystali z usług firmy Tip-Top. Jeszcze do marca 2012 roku płacili 6 zł od osoby. Śmieci nie segregowali, a odbiór był dwa razy w tygodniu. Gdy w 2013 roku weszła w życie ustawa mieszkańcy, mieli kontenery na odpady komunalne i „do segregacji”. Cena wzrosła do 11 zł od osoby, ale nie to było największym problemem. Pojemniki na śmieci selektywne były odbierane raz w tygodniu. Wcześniej Tip Top odbierał wszystkie kosze dwa razy w tygodniu. W 2013 roku podzielono pojemniki w altanach w ten sposób, że połowa była na śmieci do segregacji, a połowa na komunalne. Skutek był taki, że w połowie tygodnia pojemniki na odpady segregowane były pełne, więc mieszkańcy wrzucali je razem z komunalnymi.

Pomysł ujednolicenia systemu segregacji w całym kraju w pierwszej chwili wydaje się dobry. Bo dzięki temu będąc w innym mieście, widząc pojemnik danego koloru, od razu będziemy wiedzieli gdzie wrzucić kartonik po soku, czy papierek po batoniku. Troskę o środowisko popierają wszyscy od prawa do lewa. Na zachodzie Europy od lat segregują odpady. Jednak mam wrażenie, że coś poszło nie tak, bo my odciążamy firmy zajmujące się odpadami, a ceny wzrosły kilkukrotnie. Obecnie to 15 zł od osoby, a kilka lat temu płaciliśmy 6 zł od osoby. Piszący ustawę nie zastanowili się chyba również nad mieszkańcami bloków. Średnia wielkość mieszkania w Górze Kalwarii to około 50 m2. Kuchnie są małe, a powinny pomieścić pojemniki na pięć frakcji. W jeszcze gorszej sytuacji są osoby z aneksem kuchennym, teraz będą miały śmieciową wystawę w salonie. O ile na rynku dostępne są kosze z podziałem na trzy frakcje (cena prawie 200 zł), to nie ma z podziałem na pięć.

Mam wrażenie, że system na osiedlach mieszkaniowych się nie sprawdzi z dwóch powodów:
– pojemniki będą przepełnione i segregacja nie będzie możliwa,
– przy odpowiedzialności zbiorowej nikomu nie będzie się chciało tworzyć sortowni u siebie w ciasnym mieszkaniu.
Ustawa „śmieciowa” wymiotła z rynku małe polskie firmy. Monopolu jeszcze nie ma, ale konkurencji prawie też — do przetargu stanęły tylko dwie firmy z bardzo podobnymi ofertami. Nie pozostawia ona też wyboru, czy chcemy segregować, czy wolimy zapłacić więcej, a za segregację śmieci zapłacić firmie odbierającej odpady.

Problem odpadów przerzucono na obywateli, a przecież w innych krajach skupuje się opakowania np. w Niemczech, przy sklepach są punkty, gdzie w automatycznych skupach dostajemy pieniądze za zwrot butelek plastikowych. Dzięki temu na tamtym rynku 95% butelek trafia do skupu. Jest to towar doskonale posegregowany. Mieszkańcy za segregację są nagradzani finansowo. Kiedyś były u nas skupy butelek szklanych. Dzisiaj tylko nieliczne napoje alkoholowe są w zwrotnych butelkach, Torebki foliowe? Od kilku lat na rynku dostępne są reklamówki z folii biodegradowalnej, powstała z przeróbki kukurydzy, a po kilku miesiącach mikroorganizmy rozkładają ją proste związki nieorganiczne. Dbałość o środowisko naturalne może być łatwa, ale do tego potrzeba zachęcać, a nie karać.

Autor: Paweł Smereczyński 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *