Sambor Dudziński „Dźwiękowiązałka”

Realizuje pan własne projekty na scenach teatralnych i muzycznych. Wiele z tych aktywności to wychodzenie ze sztuką na ulicę do wielu nowych odbiorców. Do tych ludzi, którzy sporadycznie lub wcale nie zaglądają do teatru.
Najbardziej lubię występować w plenerze. Na rynkach, ulicach, deptakach, parkingach i w podobnych miejscach. Moją grupą docelową są ludzie w każdym wieku i o najróżniejszych zainteresowaniach. Na ulicy wszyscy wydają się podobni, trudno odgadnąć kto jest dyrektorką, a kto sprzątaczką, kto szefem korpo, a kto księdzem w cywilu lub policjantem czy wojskowym. Na ulicy wszyscy są po prostu ludźmi, a ja lubię śpiewać dla ludzi. Poza tym na ulicy każdy może być widzem, każdy kto zechce, a nie ktoś kto musi. Wiem, że mam wpływ na kształt duszy moich odbiorców i staram się to pielęgnować. Wiem też, że wychowuję ludzi poprzez kulturę. Sam jestem wychowany na czterech festiwalach, które odbywały się w moim mieście. To co tam przeżyłem ma duży wpływ na to, kim teraz jestem.

Jest Pan multiinstrumentalistą, ma pan ogromne zdolności artystyczne, które możemy zaobserwować w projekcie „Dźwiękowiązałka Sambora Dudzińskiego”. Podczas występu związanego z tym projektem: śpiewa pan, tworzy teksty piosenek do słów napisanych przez publiczność, jest też teatr lalek tak ważny dla pana. Skąd pomysł na projekt „Dźwiękowiązałka”, który jest uwielbiany w wielu miejscach w Polsce?
Najpierw był pomysł na jeżdżący fortepian na dużych kołach. Inscenizowałem się obrazem Picassa „Guernica”. Zrobiłem makietę obrazu uruchamiając kończyny wybranych postaci malowidła i zamówiłem kopię obrazu według mojego pomysłu w pracowni plastycznej Opery Wrocławskiej. Tak się zaczęło. Spektakl robiłem ze studentami Szkoły Lalkowej we Wrocławiu, gdzie prowadziłem zajęcia z piosenki. Tak się zaczęło. Z biegiem lat rozbudowywałem i przerabiałem pojazd. Od lat nagrywam muzykę teatralną i filmową oraz zajmuję się piosenką. Dźwiękowiązałka to jedno z moich ulubionych narzędzi. W 2009 roku pojechałem z Dźwiękowiązałką na festiwal Fringe do Edynburga. Dźwiękowiązałka to jest gotowa scena, która jeździ pomiędzy widzami.

To już kolejna pana wizyta w Piasecznie, jak pan ocenia OFF-spring Festival? Czy wychodzenie kultury i sztuki na ulicę jest ważne i potrzebne? Czy tak tworzy się nowego widza?
Chętnie wracam do Piaseczna na OFF-spring. Wychowywanie w kulturze to kapitał, który wzbogaca społeczeństwo i jest to bardzo ważny element życia publicznego. Festiwal plenerowy to pielęgnowanie wrażliwości i budowanie oraz rozwijanie kapitału osobowości obywateli. Mieszkańcy miasta, w którym rokrocznie odbywa się festiwal sztuki otwartej, są społeczeństwem bogatszym wewnętrznie i dużo bardziej otwartym, niż mieszkańcy miast pozbawieni tego rodzaju aktywności społecznej. Od dziecka jeżdżę po festiwalach w Polsce i za granicą. Najpiękniejsze miasta to te, które mają swoją kulturalną wizytówkę i swoją publiczność – pokolenia wychowywane w duchu wrażliwości na piękno i na sztukę. Takim pięknym miastem jest też Piaseczno.

Jakie ma pan plany w najbliższym czasie? Czy będzie jakaś nowa instalacja, projekt artystyczny, który będzie pan mógł nam zaprezentować na III edycji OFF-spring Festivalu?
Przygotowuję nowy program na Dźwiękowiązałce będą to „Portrety”. Sportretuję w niezwykły sposób znane i nieznane osoby oraz niezwykłe miejsca. Będziemy też wspólnie z widzami portretować osoby opisane przez widzów.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *