Salvator Elvis „Beautiful Place”

Zna was niewielu, a zawsze wzbudzacie wiele pozytywnych emocji na swoich koncertach. Skąd bierze się ta ukryta moc zespołu Salvator Elvis?

Elvis: Nie mam pojęcia, przecież jest ukryta. Poza tym dwadzieścia trzy osoby to wcale nie jest niewiele.

Myet Eck: Mamy taki czarny case. Skrzynkę zamykaną. Zawsze wozimy ze sobą. Nigdy jej nie otwieramy. Nigdy! Niby jest szczelna całkiem, ale zawsze coś ucieknie, jak się fale w powietrzu porozchodzą za bardzo i szpary porobią. Stamtąd to wycieka…

Tom: Moc bierze się z anihilacji genialnych pomysłów.

Jak byście określili swoją muzykę? Ile w niej jest tzw. brytyjskiego grania?

Elvis: Gramy dość ponurego rocka. Nie jestem na bieżąco z nomenklaturą gatunkową i ruchem new-electro-indie-post-funkowym. A brytyjskie granie kojarzy mi się głównie z Manchesterem czasów Scholesa, Giggsa i Teddy’ego Sheringhama (czyż on nie miał twarzy angielskiego robotnika z filmu o związkach zawodowych?)…

Ale jeśli parę osób mówi, że tak słychać, to pewnie coś w tym jest. Nie umawiamy się, by „brzmieć jak”, ale jak już coś zagramy i „brzmi jak”, to się przed tym nie bronimy. O ile nam się podoba. Zapewniam, że wszystkie nasze plagiaty są nieumyślne.

Macie niezwykły talent do pisania świetnych piosenek…

Elvis: Tak, bez dwóch zdań.

w waszej dyskografii odkryjemy takie magiczne utwory jak: „Odyssey”, „Horizon” czy „Tools, Shells, Souls”. Skąd czerpiecie inspiracje do tworzenia własnych tekstów?

Elvis: Tekst jest jak zastrzyk domięśniowy. Jak nie wbijesz szybko i na raz, to boli i robi się siniak. Jak się tekst pojawia, stamtąd co zawsze, czyli nie wiadomo skąd, trzeba natychmiast złapać przynajmniej dwie zwrotki i refren. Zwykle wpadają z melodią. Jak tego nie zrobisz, to zostaje tzw. praca nad tekstem, czyli racjonalizacja i klejenie. Tak przyjemne, jak dopychanie strzykawki w dupę, i najczęściej nieskuteczne. Inaczej: słabe teksty się pisze, a dobre tylko zapisuje.

A impuls, od którego tekst może się potoczyć, może być najróżniejszy. W tych przypadkach, które wymieniłeś: „Odyssey” wziął się z pewnej pływackiej wycieczki w „Na zamku Argol” Juliena Gracqa, ale chyba udział miał też Jim Morrison z „Moonlight Drive”, bo skąd samochód na plaży? Pierwszy wers „Tools, Shells, Souls” to cytat ze słynnej Lynchowej sceny w Teatrze Silencio. A „Horizon” to dalekie echo schizofrenicznej teorii Stroszka o tajemniczej dźwigience w mózgu. Od tego się zaczynało, a potem i tak każdy tekst idzie we własną stronę.

Koncertujecie w różnych ciekawych miejscach. Chciałem zapytać o wasz koncert w ramach trasy „Poslednie Elvisove DNI” w słowackim Bardejovie. Jak odebrała was słowacka publiczność?, Czy macie jakieś ciekawe wspomnienia z wizyty w Bardejovie?

MYET ECK: Przede wszystkim zaskoczyło mnie (pozytywnie) samo miasto. Nie spodziewałem się, że jest tam tak ładnie. I tak… gotycko. Nie mam też usprawiedliwienia dla tego zaskoczenia (bo niby dlaczego nie miałoby być tam ładnie?). To było pierwsze wrażenie. Drugie, jeszcze bardziej pozytywne, dotyczyło miejsca, w którym graliśmy. Stara baszta, pochodząca z początku XVI wieku, która kiedyś służyła za zbrojownię a teraz jest we władaniu lokalnej bohemy. Naprawdę nietypowe i prze-klimatyczne miejsce. Kilka pięter, z których każde zagospodarowane mniej lub bardziej ‚artystycznie’. Taki squat, pub, galeria i dom kultury w jednym. I znowu nic chyba nie wyjaśnia mojego niesprawiedliwego zaskoczenia… Sam koncert był wyjątkowo ‚domowy’. Bardzo kameralny. Smakowało to trochę jak czasy garażowego punk rocka. Ludzie stojący tuż obok, okrągła, niska sala bez żadnej typowej ‚sceny’. Miejsce dla grających tym się różniło od miejsca dla słuchających, że tu byli ci, co grają a tu ci, co słuchają i ewentualnie tańczą. I gdyby nie kable, to w sumie można było się zamienić… Wrażenie w każdym razie fantastyczne. Ta swoboda chyba też przełożyła się pozytywnie na granie. Mam wrażenie, że zagraliśmy tam porządny koncert.

Przyjaźnicie się ze słowackim zespołem Posledné Decembrové Dni. Jak się poznaliście? Skąd wspólna współpraca i występy w Piasecznie i Bardejovie?

Katie: Poznali się tak, że zespół Posledne zagrał koncert w Piasecznie organizowany przed CK, wokalista był na tym koncercie i potem podszedł porozmawiać z zespołem. Jakoś się tak się dogadali, żeby zrobić „wymianę” zespołów, czyli by Posledne zagrały jeszcze raz w Piasecznie, a potem, w zamian za, to Salvator został zaproszony do Bardejova. I to się faktycznie udało.

Minęło już 5 lat od waszej pierwszej próby zespołu. Z tej okazji całkowicie nowa płyta Salvator Elvis „Beautiful Place” Jak chcielibyście zarekomendować słuchaczom swój nowy krążek?

Elvis: Jest niedroga, w neutralnych kolorach, dobrze komponuje się z każdym wnętrzem.

Jak można kupić waszą nową płytę „Beautiful Place”?

Katie: Pisząc na adres zespołu salvatorelvis@gmail.com… lub można też skontaktować się przez FB. Oczywiście doskonałą okazją do kupienia płyty są nieliczne, ale pełne ukrytej mocy koncerty.

Czy jesteście już legendarnym zespołem?

Już tak.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *