Piotr Tymiński „Przybysz”

Piotr Tymiński – Historyk, urodzony w 1969 roku. Autor opartej na faktach powieści pt. „Wołyń. Bez litości” poruszającej ważny temat w naszych dziejach. „Przybysz” to druga książka autora, która ponownie podejmuje temat II wojny światowej.

„Przybysz” – to druga pana książka, w której nawiązuje pan do tematyki II wojny światowej. Poznajemy w niej historię chłopca Bronka, który zostaje przetransportowany pociągiem do Niemiec.
Chciałem tą książką przypomnieć, że wszędzie Polacy byli prześladowani przez okupantów. Eksterminacje naszego narodu prowadzono zarówno na wschodzie: Wołyń czy województwo lwowskie, jak i na zachodzie w Generalnej Guberni. Dlatego napisałem tę książkę, żeby uświadomić to czytelnikom.

Wiele osób chwali pana za nietypową narrację, którą zastosował pan w książce „Przybysz”. Czytając ją, czujemy, że ten bohater jest obok nas. Że cała ta opowieść nie toczy się, gdzieś tam daleko w bardzo odległych czasach II wojny światowej. Tylko tu i teraz. Dzięki temu stajemy się częścią tej historii.
To było zamierzone. Miałem nadzieję, że czytelnicy tak będą odbierać tę opowieść. Przyznam się, że tę zmianę wprowadziłem tuż przed wysłaniem książki do wydawnictwa. Ten pomysł wpadł mi do głowy „na pięć minut przed północą”. W pierwszym założeniu narrator miał być wszystko wiedzący. Stojący obok i opisujący tę autentyczną historię.

Poznajemy Bronka w jego rodzinnej miejscowości, w Markach. Pod Markami są już wojska radzieckie. Tymczasem Niemcy podjęli decyzję o przesiedleniu mieszkańców Marek do przymusowej pracy w Niemczech.
Tak, to była niemiecka akcja wymierzona w ludność cywilną, która miała na celu zmiękczenie polskiego podziemia. Marki wchodziły w skład Obwodu „Obroża” Armii Krajowej. Na tym terenie były prowadzone przygotowania do powstania. Akcja „Burza” rozpoczęła się tam w dniu 27 lipca 1944 roku. W momencie, kiedy czołówki sowieckich czołgów podeszły do Marek.

Bronek trafia do transportu. Jest wtedy bardzo młodym chłopakiem. Pan miał możliwość poznania swojego bohatera nie raz. Jakie to były spotkania?
Powiem szczerze, że bohatera tej opowieści poznałem wiele lat temu. Było to jeszcze w 1979 roku, ale tę historię usłyszałem po raz pierwszy pod koniec lat 90. Zawsze sobie myślałem, że trzeba będzie coś z tym zrobić… Zresztą, gdy tę opowieść usłyszałem z ust wówczas z górą sześćdziesięcioletniego bohatera, to była ona przekazana mi w bardzo okrojony sposób. Pan Bronisław nie był, wtedy wylewny i nie chciał się zagłębiać w szczegóły… Na ogół kończył: „A to jak to wyglądało, to trzeba się samemu domyślić”. To było jego zdanie na ten temat, które wtedy prezentował. Po latach wreszcie postanowiłem coś z tą historią zdziałać. Początkowo miał to być tylko zapis przesłany do kart historycznych. Jednak zdecydowałem, że będę chciał opublikować tę opowieść. Zacząłem w końcu mocniej naciskać na pana Bronisława, aby w pełni mi opowiedział historię związaną z transportem do Niemiec. Dzięki temu powstała książka „Przybysz”, która jest zapisem beletrystycznym. Jest w niej zawarta, także moja inwencja.

Młody Bronek dzięki temu, że trafił do transportu, uczy się życia. W czasie całej podróży przeżywa więcej, niż nie jeden dorosły człowiek w ciągu całego swojego życia.
Myślę, że tak właśnie wyglądało życie w czasie II wojny światowej. Wielu młodych chłopców i dziewcząt, którzy zostali wyrwani siłą ze swojej rodziny, musieli zderzyć się z brutalną wojenną rzeczywistością. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, co Bronek… Niektórzy zginęli, niektórzy nie dotarli do celu podróży, umierając w tych bydlęcych wagonach. Szczególnie w 1944 roku, kiedy to armia niemiecka się wycofywała. Wtedy hitlerowcy nie byli już tak skrupulatni. Muszę wspomnieć, że te transporty nie były kierowane do obozów koncentracyjnych, tylko do pracy. Niemcy potrzebowali rąk do pracy, zarówno w fabrykach, jak i na roli u tzw. Bauera.
Do dzisiaj nie wiemy, gdzie dokładnie był wieziony Bronek. Z naszych gruntownych badań wynika, że mogły to być okolice Szczecina. Pan Bronisław dotarł tam i wydawało mu się, że rozpoznał miejsce ostatecznej ucieczki z transportu, który wiózł jego i Jurka do Niemiec na przymusowe roboty.

Wspomniał pan o swoim drugim bohaterze – Jurku. Dzięki niemu młody Bronek wiele się uczy i ma też olbrzymie wsparcie w ucieczce. Chłopcy razem sobie pomagają w tej trudnej i wyczerpującej wędrówce. Jaką postacią jest sam Jurek?
Zdecydowanie pozytywną, jednak jest to bohater nie do końca znany… Po latach w pamięci pana Bronisława, osoba Jurka została mocno wyidealizowana do roli człowieka, któremu wiele zawdzięcza, w tym, jak twierdzi swoje życie.

Młody Bronek chce za wszelką cenę wrócić z Niemiec do Polski, do swojej rodziny. Widać tutaj dużą tęsknotę za rodzinnym domem w Markach.
Zauważyłem to w rozmowach z nim, że to była główna myśl, która mu nieprzerwanie przyświecała, od samego początku, kiedy to po raz pierwszy został zamknięty w pociągu. Cały czas myślał, żeby tylko wrócić do domu, i nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. Pewnie dlatego to w końcu mu się udało. Cały czas dążył do wyznaczonego na początku tej drogi celu.

Czy historia Bronka, która jest opisana w pana książce „Przybysz”, może być takim drogowskazem dla dzisiejszej młodzieży?
W pewnym sensie tak… Patrząc po tym, jak młodzi blogerzy, oceniają tę książkę, to ten aspekt często był poruszany w ich recenzjach i opiniach o książce. Ja przede wszystkim chciałem pokazać, jak ważna jest przyjaźń i współdziałanie w dążeniu do wspólnego celu. Jak wiara w jego osiągnięcie wsparta współpracą może pomóc.

Druga pana książka o II wojnie światowej. Czy jest to ten temat, który najmocniej pana interesuje? Czy też w przyszłości planuje pan zupełnie odmienić tematykę swoich książek i poruszyć całkowicie nowe treści?
Generalnie rzecz biorąc, bardzo interesuje mnie historia i przekazywanie tych różnych smaczków historycznych czytelnikowi. To jest mój główny cel. Oczywiście nie zamierzam się w obrębie II wojny światowej całkowicie ograniczać. Pierwsza moja książka o Wołyniu była wynikiem przemyśleń, także studiów. Podczas prowadzenia badań wielokrotnie natrafiałem na różnego rodzaju dokumenty, na różnego rodzaju zapiski ludzi, którzy przeżyli tamto piekło. Myślałem sobie: „kiedyś, muszę wykorzystać te informacje”. Kiedy zacząłem pisać swoją książkę o Wołyniu, nawet nie wiedziałem, że Wojtek Smarzowski kręcił już wtedy film o rzezi wołyńskiej. Jak się okazało po projekcji, ja ukazałem w książce temat samoobrony, którego autor filmu nie poruszył. Aktualnie skończyłem już swoją trzecią książkę. Mam nadzieję, że ukaże się na jesieni tego roku. Książka jest mocno związana z rocznicą 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Jej akcja toczy się w 1918 roku. Także warto na nią poczekać Korzystając z okazji chciałem podziękować wydawnictwu Novae Res oraz NSZZ Solidarności 80 dzięki którym opisywane przeze mnie historie „oglądają światło dzienne”.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *