Piotr Tymiński – „Lwowski Ptak”

Piotr Tymiński urodzony w 1969 roku. Historyk z wykształcenia i zamiłowania, specjalista w dziedzinie mniejszości narodowych w Polsce. Jego twórczość przyświeca myśl przekazywania czytelnikom wiadomości z naszych dziejów w jak najbardziej przystępny sposób. Autor poczytnych powieści historycznych: „Wołyń. Bez litości”, „Przybysz” i „Lwowski Ptak”.

Najnowsza Pana książka pt. „Lwowski Ptak” jest hołdem oddanym „Orlętom Lwowskim”, które stoczyły heroiczny bój o to, żeby Lwów był w granicach odradzającej się po 123 latach niewoli II Rzeczpospolitej Polskiej.
1 listopada 1918 roku, kiedy Polska miała dopiero się odrodzić. Tego dnia mieszkańcy Lwowa oczekiwali na przybycie przedstawicieli Polskiej Komisji Likwidacyjnej z Krakowa, żeby ogłosić, że Lwów przynależy do Polski. Niestety w nocy z 31 października na 1 listopada, Ukraińcy zajęli we Lwowie najważniejsze budynki miasta… Polaków wówczas tam było dużo więcej. Ponad połowa mieszkańców Lwowa (53%) była wyznania rzymskokatolickiego, około 35% mieszkańców było wyznania Mojżeszowego, a resztę stanowili grekokatolicy, których zwano Rusinami. Tylko część z nich uważała się za Ukraińców, a niektórzy za
„gente Ruthenus natione Polonus” (z pochodzenia Rusin, z narodowości Polak), także w trakcie toczonych walk o Lwów, dało się zauważyć, że po stronie polskiej walczyli, zarówno grekokatolicy, jak i wyznawcy wyznania Mojżeszowego, czyli Żydzi.

W książce przywołuje Pan postać Pułkownika Czesława Mączyńskiego, który po latach jest uznawany za głównego obrońcę Lwowa. Postać Pułkownika i jego bohaterskie czynny, inspirują członków batalionu Narodowych Sił Zbrojnych (Armii Krajowej), którzy walczyli w trakcie Powstania Warszawskiego z niemieckim okupantem na terenie Klarysewa, Mirkowa, Konstancina, Piskórki czy Lasów Chojnowskich. Batalion z dumą nosił na swoich sztandarach imię Czesława Mączyńskiego.
W 1918 roku Czesław Mączyński był dowódcą tajnej organizacji: Polskie Kadry Wojskowe, przynależącej do Narodowej Demokracji. Natomiast Polska Organizacji Wojskowa, która była liczebnie większa od PKW, dowodził nią porucznik Ludwik de Laveaux, była ona drugą co do wielkości organizacją polskiego podziemia we Lwowie. Warto jeszcze wspomnieć, że były kadry polskiego wojska organizowane z ramienia Rady Regencyjnej, tu komendantem placu był kapitan Kamiński, którego mianował na to stanowisko pułkownik Władysław Sikorski.

Czytając Pana książkę pt. „Lwowski Ptak”, poznajemy wyjątkowo dzielną dziewczynkę Antoninę „Tosię”, która walczy w obronie polskiego Lwowa. Takich dziewczyn, chłopców, dzieci, które poświęciły swoją młodość, nie raz swoje życie w obronie Lwowa było dużo więcej…
Dziewcząt, które walczyły w szeregach polskich, było bardzo dużo. W dniu 1 listopada 1918 roku we Lwowie tak naprawdę wybuchło powstanie. Musimy to wreszcie sobie uświadomić… Dzisiaj często za jedyne polskie zwycięskie powstanie uznajemy tylko Powstanie Wielkopolskie. Jednak to powstanie wybuchło dopiero 27 grudnia 1918 roku, po słynnej przemowie Ignacego Paderewskiego z balkonu hotelu Bazar. Natomiast już ponad miesiąc wcześniej, właśnie 1 listopada polska młodzież poszła do kościołów rano na mszę, bo 1 listopada, obchodzono Wszystkich Świętych, a na cmentarze chodziło się dopiero 2 listopada. Poszli do kościołów i nagle okazało się, że na głównych budynkach powiewają niebiesko-żółte flagi… To spowodowało bunt najmłodszych mieszkańców Lwowa. Wówczas we Lwowie były dwa punkty, w których Polacy organizowali się do walk z Ukraińcami. Jeden w szkole im. Henryka Sienkiewicza, w której stacjonował zalążek, można powiedzieć… batalion kadrowy kapitana Tatara-Trzaskowskiego, który z ramienia Kamińskiego i właśnie Władysława Sikorskiego organizował Wojsko Polskie, a drugi punkt to Dom Techników, czyli akademik Politechniki, gdzie zbierali się chłopcy z POW i bardzo dużo młodzieży. To oni pierwsi sięgnęli po broń! Zmierzano w te dwa miejsca, żeby walczyć i ja postanowiłem, że napisze książkę, by uczcić właśnie to pierwsze powstanie, które doprowadziło do tego, że o Lwowie w Polsce było głośno. Że nagle Polacy w Krakowie, w Warszawie dowiedzieli się, oczywiście po kilku dniach, że Lwów walczy o to, żeby być w Polsce.

Dzięki dużemu realizmowi, który jest w książce, przenosimy się w czasie, na ulice Lwowa, na których toczą się walki pomiędzy polskimi i ukraińskimi wojskami. Z jakich materiałów źródłowych korzystał Pan, pisząc książkę pt. „Lwowski Ptak”?
Sam pomysł napisania książki narodził się podczas mojej zeszłorocznej wizyty na grobach moich bliskich na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. Wtedy na jednej z cmentarnych alei spotkałem Panów, którzy kwestowali na rzecz cmentarza „Orląt Lwowskich”. To wtedy pomyślałem, że muszę napisać książkę, żeby uczcić 100-lecie niepodległości Polski. Z wykształcenia jestem historykiem, dlatego wiedziałem, gdzie szukać różnych informacji o tamtych wydarzeniach. Wspaniałe książki powstały w dwudziestoleciu międzywojennym, które bardzo dokładnie opisywały tamte wydarzenia. To były oczywiście wspomnienia dowódców z poszczególnych ośrodków, walk, jak również z samego sztabu, choćby wspomnienia komendanta obrony Lwowa, którym właśnie był Czesław Mączyński. Wówczas jeszcze kapitan, który później został awansowany na stopień pułkownika. Jednak najważniejszym dla mnie źródłem informacji była niedużych rozmiarów książka pt. „Orlęta Lwowskie” Artura Schroedera, która przed wojną była publikowana w kilku językach. To są wspomnienia, a raczej opis Schroedera, w których pokazuje walczące dzieci. Czytając tę książkę, płakałem… i postanowiłem, że będzie ona, w pewnym sensie kanwą tej mojej pracy, tego mojego hołdu dla 109 dzieciaków, które zginęły w tych 22 dniach obrony Lwowa.

Czy odwiedził Pan cmentarz „Orląt Lwowskich” we Lwowie?
Byłem na cmentarzu „Orląt Lwowskich”, w tym roku, w maju. Cmentarz robi wspaniałe wrażenie. O nim w pięknych słowach, mówił Kornel Makuszyński:
„Na te groby powinni z daleka przychodzić pielgrzymi, by się uczyć miłości do Ojczyzny”. Na tym cmentarzu pochowanych jest mnóstwo dzieci, które oddały swoją młodość, życie za polski Lwów… Warto przypomnieć, że warszawski Grób Nieznanego Żołnierza jest powiązany także z „Orlętami Lwowskim”, bo jedno z nieznanych „Orląt”, które zginęło w obronie Lwowa, zostało przywiezione do Warszawy i w Grobie Nieznanego Żołnierza złożone, ku pamięci odzyskiwania przez nasz kraj niepodległości po 123 latach niewoli, ale Lwów swoją niepodległość odzyskał dopiero po 146 latach… Bo Lwów trafił już pod austriacką okupację w 1772 roku, przy okazji pierwszego rozbioru Polski. A jeżeli chodzi o sam cmentarz lwowski, to w grudniu 2015 roku na swoje miejsca, na postumenty przed wejściem na cmentarz lwowski powróciły lwy. Jednak lwowska Rada Obwodowa uznała, że godzą one w niepodległą Ukrainę, dlatego posągi zostały zasłonięte płytami paździerzowymi… Ja mówię na to, że zabili je dechami. W związku z tą trudną sytuacją poprosiłem moje wydawnictwo, żeby te lwy uwolnić i na skrzydełku książki, te lwy zostały uwolnione. Nie wiadomo co z nimi będzie dalej… Bo lwowscy radni są za ich całkowitym usunięciem z Cmentarza Łyczakowskiego. W tym miejscu chciałem Panu i czytelnikom przeczytać pewien fragment eseju, à propos Ukraińców i nas Polaków, o tym, jak postrzegamy miasto Lwów. Jeden z eseistów, ukraiński pisarz Jurij Andruchowycz w eseju pt. „Miasto Okręt” napisał: „W ulicznych walkach 1918 roku we Lwowie, Polacy wygrali z Ukraińcami przede wszystkim dlatego, że było to ich miasto i to nie w jakimś abstrakcyjno-historycznym wymiarze, ale właśnie w wymiarze konkretnym, osobistym. To były ich bramy, podwórza, zaułki, to oni znali je na pamięć… Choćby dlatego, że właśnie tam umawiali się na pierwsze randki ze swoimi pannami”. Cieszy to, że niektórzy Ukraińcy pamiętają o historii, to powinno nas łączyć i powinniśmy wybierać takie rzeczy, które nas łączą, a nie starać się dzielić. Tę książkę właśnie po to napisałem, żebyśmy my Polacy mieli świadomość, że wtedy Lwów był polskim miastem i mieliśmy pełne prawo do tego, żeby Lwów do Polski należał. I że właśnie te dzieci, ta młodzież doprowadziła do tego, że miasto to stało się jednym z ważnych miejsc w II RP. Będące zresztą centrum polskiej kultury na wschodzie.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *