Order

Przeglądając listy ludzi odznaczonych najrozmaitszymi orderami, natrafiam na takie nazwiska, co do których nie mam najmniejszych wątpliwości, że są zasłużone. Natrafiam też na takie, które bardziej zasłużyły na kopa w d’, niż na jakiekolwiek odznaczenie. Są też takie, które niewiele mi mówią i dopiero Wiki podpowiada, któż to. Zadziwiająco wiele osób odmówiło przyjęcia odznaczeń lub je zwróciło, podobnie jak ja oceniając wręczającego. Są więc w tym wyróżnionym towarzystwie prawdziwi bohaterowie, ale są też tacy, którym przyzwoity człowiek ręki nie podaje i są też tacy, o których spora część społeczeństwa nigdy nie słyszała. Kiedy więc napotykamy nieznaną nam osobę odznaczoną Orderem Orła Białego, Krzyżem Kawalerskim, czy jakimkolwiek innym, to na dobra sprawę możemy nie wiedzieć, czy to honor dla odznaczonego, czy dyshonor dla innych — też odznaczonych.

Nie sposób zapamiętać wszystkich nazwisk i wiedzieć, czy odznaczenie było zasłużone, kupione, czy przyznane ze względów polityczno-towarzyskich. Bywały okresy w historii, gdy np. najwyższe polskie odznaczenie – Order Orła Białego, był po prostu masowo sprzedawany, albo nadawany jawnym wrogom Ojczyzny i to stosunkowo niedługo po jego ustanowieniu przez Augusta II Mocnego. W III Rzeczpospolitej wśród odznaczonych znajdziemy nazwiska ludzi ze wszech miar szlachetnych, ale także ludzi, nazwijmy to, mniej szlachetnych. Nie tyle więc samo odznaczenie mówi o człowieku, ale też to, kto je nadaje i kiedy.

Podobnie ma się sprawa z nazwami ulic, czy placów, a nawet ze stopniami wojskowymi. Pozbawianie odznaczeń, zmiany nazw, degradacje są niezbędne, aby nie „sąsiadował” ze sobą generał — sowiecki agent z, też generałem, któremu w dużej mierze zawdzięczamy, że nie zdmuchnęła nas III wojna światowa razem z całym życiem na Ziemi. Dzięki odpowiednim uchwałom, wśród honorowych obywateli miasta Gdańska nie muszą już sąsiadować Hitler, Bierut, Kulikow z Ronaldem Reaganem, czy Margaret Thatcher. Komuniści zwykle już nie są patronami ulic, czy instytucji. No może poza jednym, który stał się patronem ronda w Piasecznie cztery lata temu. Widocznie dla niektórych jest nadal autorytetem.
I tak rozmyślając, kto dla kogo jest autorytetem, kto bohaterem, kto kanalią, doszedłem do wniosku, że najlepiej odpowiedzą na to… kanalie. Po pierwsze są głośni. Po drugie zwykle są jednoznaczni. Po trzecie wystarczy ich wskazania zanegować, by korzystając z ich jednoznaczności, poznać, kto jest kto. Jeśli więc nazwą kogoś „człowiekiem honoru”, to bez wnikania w życiorys można w ciemno przyjąć, że ów „człowiek honoru” z honorem wiele wspólnego nie ma. Z kolei, jeśli ktoś zostanie nazwany np. homofobem, to z pewnością jest to człowiek prawy, wierzący i wierny. Jest pewien kłopot ze słowem „faszysta”. Od pewnego czasu pracuję nad słownikiem polsko-polskim, co wymaga oglądania TVNu i czytania wpisów na fb różnych takich. Jeśli dobrze rozumiem, to po „ichniemu” faszysta znaczy to samo, co po naszemu patriota. No cóż, dziwne to, ale w końcu u braci Czechów za słowo „szukać” można dostać w mordę.

Autor: Paweł Chorzempa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *