Mocarz Boży. Święty Stanisław Papczyński

Święty Stanisław Papczyński jest założycielem marianów, czyli pierwszego męskiego zgromadzenia zakonnego na ziemiach polskich. Człowiek, który wywarł wpływ nie tylko na oblicze XVII–wiecznej Polski, lecz również – poprzez stworzone przez siebie dzieła – wywiera go na czasy współczesne. O jego trudnym życiu, trudnych doświadczeniach i wyborach można przeczytać w najnowszej książce – „Mocarz Boży”, którego autorami są: Grzegorz Górny, Janusz Rosikoń i Maciej Marchewicz. Premiera książki odbyła się w Muzeum Św. Stanisława Papczyńskiego w Górze Kalwarii.

Trudna praca, mało źródeł
– Panowie czy wy wiecie, za co się zabieracie? – przestrzegał autorów albumu ks. Jan na początku drogi, która miała ich doprowadzić do publikacji książki o bł. Stanisławie Papczyńskim. – Będzie to bardzo trudna praca. Mało źródeł – dodawał. Potwierdził to sam autor zdjęć do książki Janusz Rosikoń: Żeby dotknąć ojca Papczyńskiego, odbyliśmy z Grzegorzem Górnym ileś tam podróży. Niesamowita była podróż po dzisiejszej Ukrainie. Gościliśmy w Kamieńcu Podolskim, we Lwowie, gdzie szukaliśmy miejsc, w których uczył, był, żebrał, gdzie o mały włos nie postradał życia z głodu i choroby. To wszystko zaczęło się składać w taką niesamowitą epopeję.

Obecność ojca Papczyńskiego
Podczas tworzenia książki jej autorom towarzyszyło wiele sprzyjających okoliczności, które pozwoliły w pełni zrealizować założenia i plany, jakie przed sobą postawili. – Kiedy chodziliśmy śladami ojca Papczyńskiego, było dużo zaskakujących przypadków. Miałem sfotografować obraz Matki Bożej Smuglewicza w małym kościółku, który zawsze jest zamknięty. Wszyscy dookoła mi mówili: to strasznie trudne. Podjeżdżam pod kościół, chodzę naokoło, zamknięte. Jednak zachodzę z tyłu, a tam drzwi szeroko otwarte – wspominał autor zdjęć do albumu Janusz Rosikoń. – My się wzajemnie z ojcem Stanisławem Papczyńskim bardzo zżyliśmy. Jego obecność przy tej pracy była bardzo mocna – dodawał Maciej Marchewicz.

Oddał swoje życie Bogu
Ktoś, kiedyś z „życzliwych” powiedział: On nigdy nie zostanie świętym… Dlaczego? Bo był nieposłuszny, bo trudno udowodnić jego świętość… Potem Pan Bóg upomniał się o tego świętego… – Bo dla Pana Boga był to zawsze ktoś, kto oddał mu swoje życie – podkreślał ks. Jan. – Kiedy zagłębiałem się w życiorys ojca Papczyńskiego to, co mnie uderzyło najbardziej, to opinia, która ciągnęła się za nim latami… Zarzucano mu nieposłuszeństwo, brak pokory, że jest gwałtowny, że uparty… Miał konflikt z prowincjonałem… A to wszystko przecież kłóci się z idealnym obrazem świętego… Jednak w tym wszystkim było, coś ważniejszego, to podążanie ojca Papczyńskiego za wolą Boga, wizja przyszłego zgromadzenia. Na tej drodze spotkały go liczne klęski, niepowodzenia, co wielu innych by zniechęciło do dalszej wędrówki… Jednak on cały czas szedł do przodu. Poznałem i odkryłem człowieka z krwi i kości – mówił na spotkaniu Grzegorz Górny.
Św. Stanisław Papczyński nierozerwalnie jest związany mocnymi więziami z Górą Kalwarią, o czym wspomniał Maciej Marchewicz, jeden ze współautorów książki: Kiedy przywoziłem znajomych do Góry Kalwarii i opowiadałem o mieście i ojcu Papczyńskim, to starałem się zaproponować im krótką narrację. – Macie do czynienia z takim ojcem Pio, tylko w Polsce. Facetem, który zbudował miasto na kamieniu. Był spowiednikiem królów, wizjonerem. Pierwszym założycielem wielkiego polskiego zgromadzenia. Jego życie, to gotowy scenariusz hollywoodzkiego filmu – wspominał.

Hagiografia inna niż wszystkie
– Zawsze odrzucały mnie takie hagiografie przesłodzone, które zamiast przybliżać, postać świętego, oddalały… – podkreślił w swojej wypowiedzi Grzegorz Górny, autor tekstu. Rzeczywiście na tym tle książka „Mocarz Boży” bardzo się wyróżnia. To dzieło jest wyjątkowe pod każdym względem. W książce mamy pokazany cały kontekst XVII wieku: papieży, zakonów, cywilizację i kulturę. Ojciec Papczyński na tym tle historycznym jawi się jako żywa postać, zbudowana z wielką dbałością o każdy szczegół i detal. Pojawia się także jako współczesny autor, który potrafi powiedzieć, że jesteśmy wspólnotą takiego kościoła, który nie kończy się na granicy domu Bożego.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *