Małgorzata Kawka-Piotrowska „Mieszkańcy Wspominają – Łapmy Stare Piaseczno”

Małgorzata Kawka-Piotrowska: dziennikarka z powołania, lubi fotografię i podróże, jej rodzinną miejscowością jest Góra Kalwaria.

Niedawno okazała się druga część książki Mieszkańcy wspominają – Łapmy stare Piaseczno, razem jest to ponad dwadzieścia historii o starym Piasecznie. Czy nie była Pani znużona tematem?

Nie może znużyć coś, do czego podchodzi się z pasją. Od dawna interesują mnie wspomnienia zwykłych ludzi, opowieści, które w świetle historii świata i kraju mogą wydawać się marginalne a są naszym dziedzictwem, bogactwem. Ludzie odchodzą i zabierają ze sobą wiedzę o rodzinie, sąsiadach, o tym jak dawniej wyglądała rodzinna miejscowość. Jeśli się takich wspomnień nie utrwali strata jest niepowetowana.

A może w ten sposób myśli tylko kilku zapaleńców, miłośników historii a inni, zwłaszcza ludzie młodzi, nie są zainteresowani tematem?

Pierwsza część książki cieszyła się takim powodzeniem, że konieczny był jej dodruk, na część kolejną czekało wiele osób i to chyba mówi samo za siebie. Oczywiście, że nie wszyscy i nie w każdym wieku są ciekawi, jak żyli rodzice, dziadkowie, bywa, że potrzeba wiedzy przychodzi z czasem a wtedy zwykle nie ma już babci, nie ma wujka, cioci, sąsiada, którzy mogliby coś opowiedzieć. Nie ma tamtego świata, wszystko zniknęło…

Wiele lat temu usiłowałam zainteresować historią rodzinną moje, wówczas nastoletnie, dziecko i w odpowiedzi usłyszałam: Zapisz wszystko, mamo, bo teraz to mnie nie interesuje, a kiedyś będę chciał wiedzieć. Wzięłam sobie jego słowa do serca nie tylko w kwestiach rodzinnych, ale i zawodowych. W ciągu dotychczasowej pracy dziennikarskiej zapisałam niejedną opowieść o przeszłości, często czyniąc to w ostatniej chwili, bo moi rozmówcy z racji wieku czy choroby odchodzili z tego świata. Zawsze chciałam, by tych wspomnień utrwalić jak najwięcej i książka Łapmy stare Piaseczno jest spełnieniem mojego marzenia.

W jaki sposób docierała Pani do swoich rozmówców? Ich opowieści to często bardzo osobiste historie, wygląda tak, jakbyście się świetnie znali.

Nie, nie znaliśmy się wcześniej. Przy pierwszym wydaniu książki zaczęłam nawiązywanie kontaktów od osób, których nazwiska były w Piasecznie znane z racji zainteresowań historycznych i społecznych, byli to panowie Tadeusz Warsza, Stanisław Hofman, Jerzy Dusza. Oni skierowali mnie do swoich znajomych, ale najwięcej zawdzięczam człowiekowi zasłużenie cieszącemu się w Piasecznie szacunkiem i sympatią: panu Henrykowi Sobczukowi. To dzięki niemu poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy zechcieli mi zaufać i opowiedzieć o swoim życiu. Tym razem podobną pomoc okazał mi pan Tadeusz Warsza. Były też osoby, które po poprzednim wydaniu zgłosiły chęć uczestnictwa w powstawaniu drugiej części książki.

A osobisty charakter wspomnień podkreślałam tym, że moi rozmówcy są jednocześnie bohaterami i narratorami. Historie opowiadane są w pierwszej osobie liczby pojedynczej, co w naturalny sposób umożliwia zachowanie stylu mówienia i słownictwa.

To stąd w opowieści pana Adama Gerstmanna jest tyle fachowych, nieużywanych już dzisiaj słów: brechałka, bucek, ciepłuszka, płaszczadka.

Rzeczywiście, jest to fachowe słownictwo, taki kolejarski stary slang. Myślę, że nie ma problemu ze zrozumieniem znaczenia tych nazw, bo pan Gerstmann wspaniale wszystko objaśniał. Jestem przekonana, że używanie dawnego słownictwa jest ważne, bo nadaje charakter opowieści, buduje atmosferę tamtych czasów, może też wnieść element humorystyczny.

A jak przebiegała sama praca nad książką?

To kilka miesięcy intensywnej pracy, liczne spotkania, wiele godzin rozmów, potem pisanie tekstu, wielokrotne wprowadzanie poprawek bądź uzupełnianie informacji, bo pamięć podsuwała coś nowego lub konsultacje ze znajomymi wnosiły inną wiedzę. Moi rozmówcy czuli odpowiedzialność za przekazywaną wiedzę, za własne słowa. Był też etap sprawdzania wiarygodności wspomnień z faktami historycznymi, ale tym zajmował się zespół redakcyjny w osobach Małgosi Szturomskiej i Staszka Hofmana.

Ta duża historia pojawia się chociażby w historii o Zakładach Elektronowych Lamina. Mało kto wie o biuletynie informacyjnym Los, który był wydawany na terenie Laminy w czasie stanu wojennego. Szkoda, że wiedza o tym zawarta w opowieści o Laminie jest bardzo skąpa.

To chyba dowodzi, między innymi, jak dobrze zespół redakcyjny był zakonspirowany. W Encyklopedii Solidarności na stronie www.encysol.pl można znaleźć podstawowe informacje o biuletynie i jego redakcji, ale na pewno temat jest godny szerokiego opracowania.

Czy wspomnienia o dawnym Piasecznie mogą być ważne dla młodych i nowych mieszkańców tego miasta?

Moi rozmówcy zgodnie mówili o tym, że dawniej między mieszkańcami Piaseczna – mimo konfliktów, kłótni a nawet bójek – panowało niezwykłe poczucie wspólnoty, bliskości, przynależności do własnej ulicy, dzielnicy, miasta. Były głębokie przyjaźnie, których nie zniszczył mijający czas, zmiana miejsca zamieszkania, wyjazd z kraju. Wystarczy poczytać wspomnienia o Klubie Sportowym Kolejarz. Miasto tętniło życiem, jego sercem była kolejka wąskotorowa.

Przez lata Piaseczno zamieniało się w sypialnię Warszawy, ale powoli następują zmiany. Coraz częściej napływowi ludzie czują potrzebę zapuszczenia korzeni, aby tak się stało trzeba nie tylko tworzyć rzeczywistość, ale – jak mówi jedna z moich rozmówczyń – poznawać duszę miasta. Taka książka może być wspaniałym przewodnikiem. Spacer ulicami, na przykład słynną Nadarzyńską, i jednoczesne odczytywanie wspomnień mieszkańców, może sprawić, że inaczej będziemy patrzeć na niby znane, wcześniej obojętnie mijane miejsca. Wiem, że tak jest, bo dzięki moim rozmówcom sama tego doświadczyłam.

Obie części książki Mieszkańcy wspominają wydał Urząd Gminy Piaseczno w ramach trwającej od kilku lat akcji Łapmy stare Piaseczno. Poprosiliśmy o kilka słów kierownika biura promocji i informacji Pana Łukasza Wylezińskiego w sprawie tego wyjątkowego projektu:

– Z dużą przyjemnością uczestniczyliśmy w wydaniu obu tych pozycji. Sukces pierwszej książki, która mimo dodruku rozeszła się wśród mieszkańców w błyskawicznym tempie, skłonił nas aby ponownie zagłębić się w historii miasta widzianej przez pryzmat samych mieszkańców i zaprosić panią Małgorzatę do opracowania relacji z kolejnych rozmów z ciekawymi osobami. Książkę, której szatę graficzną i skład wykonaliśmy samodzielnie w biurze rozdawaliśmy bezpłatnie, każdemu, kto pofatygował się w tym celu do urzędu miasta. Tysiąc egzemplarzy, rozeszło się tym kanałem w ciągu kilku tygodni. W tym czasie drzwi do naszego biura praktycznie się nie zamykały. Obecnie realizujemy kilka innych pozycji wydawniczych, ale temat jest wciąż otwarty i nie wykluczamy, że podejmiemy się wydania trzeciej części książki. Wiele zależy od samych mieszkańców, czy znajdą się kolejne osoby, które podzielić będą chciały się z innymi swoimi ciekawymi historiami – Łukasz Wyleziński, kierownik biura promocji i informacji.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *