Łysa Góra „Siadaj, nie gadaj”

Łysa Góra to folkowa dusza zakorzeniona w słowiańskiej ziemi, wyrastająca wśród energetycznych aranżacji. Trudno jest ich jednoznacznie przypisać do jednego konkretnego muzycznego nurtu…Poruszają się między folkiem, rockiem i ciężkim brzmieniem. Większość swoich tekstów czerpią z tradycji polskiej wsi, jak i z kultury naszych wschodnich sąsiadów. Spotykamy ich tuż przed wydaniem drugiego autorskiego albumu – „Siadaj, nie gadaj”.

Jak powstał zespół?

Spotkaliśmy się kiedyś na imprezie sylwestrowej przy ognisku. Tam śpiewaliśmy różne pieśni folklorystyczno-ludowe i stwierdziliśmy wspólnie, że ciekawym pomysłem byłoby połączenie tego rodzaju utworów z cięższym brzmieniem. Nasze wokalistki Marta Jędrzejczyk i Dorota Filipczak-Brzychcy były wtedy, jak i obecnie nadal zainteresowane bardzo mocno śpiewem ludowym, białogłosowym. Ja z kolei (przyp. red. Krystian Jędrzejczyk) od dawna interesowałem się ciężkim brzmieniem. Udało się nam połączyć te dwa jakże odrębne style muzyczne i tak powstał zespół – Łysa Góra.

Folk, rock, mieszanie różnych stylów…

Tak. To jest właśnie nasz styl, czyli mieszanie folkowej muzyki z rockiem. Oczywiście też jest dużo ciężkich riffów,czyli metalu. Uważam, że bardzo dobrze odnajdujemy się w tym wszystkim, choć każdy z członków zespołu słucha różnej muzyki. Mimo tego mamy wspólny mianownik, którym jest to, co wykonujemy w naszym zespole. Dzięki dużej różnorodności, folkowym klimatom tworzonym przez wokale i skrzypce, metalowym riffom i mocnej sekcji rytmicznej, w naszej muzyce jest bardzo duża energia. Ten styl podoba się naszym fanom na koncertach. Skaczą i szaleją pod sceną, a także śpiewają z nami, bo znają część tekstów pochodzących przecież ze znanych i popularnych pieśni ludowych.

Ale folk nie tylko polski…Można u was odnaleźć elementy ukraińskiego folku, choćby utwór – „Zoriuszka”. Czy możecie powiedzieć coś więcej o czerpania z tradycji Wschodu?

Nie tylko Ukraina, bo na ostatniej płycie było bardzo dużo bałkańskiego folku: Macedonia, Bułgaria. Chcieliśmy skorzystać z bogatego dorobku różnych kultur słowiańskich. Dlatego staramy się poznawać nowe pieśni i szukać nowych źródeł inspiracji. Po to, aby nasza muzyka była różnorodna. Nie chcemy zamknąć się w jednej stylistyce muzycznej i tam trwać po wieki! Bogactwo muzyki słowiańskiej jest przeogromne. To olbrzymie pole do popisu dla naszych instrumentalistów, którzy zawsze doskonale radzą sobie z tym, żeby na nowo zaaranżować pieśni ludowe, które doskonale znaliśmy dotąd w oryginale. Dzięki nowym aranżacjom te pieśni zyskują drugie życie.

Gitara, skrzypce to wszystko robi niesamowity klimat w utworach.

Ciężkie brzmienie, ciężkim brzmieniem, ale były nam potrzebne instrumenty stricte folkowe. Na poprzedniej płycie instrumentem folkowym był flet. Na nowej pojawią się skrzypce, saz i didgeridoo. W projekcie akustycznym natomiast, który właśnie rozpoczęliśmy, pojawi się też na przykład tradycyjny polski instrument – fidel płocka. „Chciałam wspomnieć trochę o tym niesamowitym instrumencie” – zaczęła skrzypaczka zespołu Łysa Góra Sylwia Biernat – „To polski instrument, który został odnaleziony przy okazji badań archeologicznych w Płocku w 1985 roku. Instrument posiada 6 strun, gra się na nim techniką paznokciową (wkładając palce pomiędzy struny i naciskając na nie nie z góry, ale z boku). Jest to w sumie może prymitywny, ale tak piękny instrument, że dodaje dużo blasku tradycyjnej folkowej muzyce.”

Z jednej strony nasz zespół rozwija się w formułę nowoczesną, ale z drugiej strony mamy takie ciągoty, żeby wrócić do tych pierwotnych rytmów, do starych instrumentów. Niedługo startujemy ze wspomnianym wcześniej projektem akustycznym. Będziecie mogli nas usłyszeć na piaseczyńskich obchodach Nocy Kupały oczywiście w czerwcu. Będziemy tam grać nasze numery, które do tej pory wykonywaliśmy w wersji elektrycznej. Teraz zaprezentujemy je w całkowicie nowych aranżacjach. Zagrane zostaną na tradycyjnych instrumentach, m.in. właśnie na fideli, której pierwowzór został odkopany kilkadziesiąt lat temu z pola 🙂

Co wam dał program „Mam Talent”? Dotarliście do ścisłego półfinału, gdzie wykonaliście utwór – „To i Hola”.

Nigdy by nam do głowy nie przyszło, żeby zgłosić się do tego programu. Natomiast ludzie z produkcji uznali, że jesteśmy na tyle oryginalni, że świetnie się sprzedamy z naszą muzyką w telewizji. Przeszliśmy nawet do półfinałów, zagraliśmy dla publiczności na tzw. live, czyli na żywo. Trudno powiedzieć, co nam ten występ dał…Na pewno dzięki programowi mamy piękne stroje w które musieliśmy zainwestować, a także wspaniałe doświadczenie. Później nawet zagraliśmy kilka fajnych koncertów. Jednak na dłuższą metę nie udało się zrobić jakiegoś niesamowitego szumu medialnego. Nie żałujemy jednak udziału w tym programie.

Podróżowaliście po całej Polsce: Giżycko, Łódź, Nysa. Otrzymujecie różne propozycje.

Część naszych koncertów rozpoczęliśmy od grania na imprezach historycznych. Jednym z naszych pierwszych koncertów był występ na Igrzyskach Ognia i Stali. Tam zagraliśmy naszą wersję – „Bogurodzicy”, którą specjalnie zaaranżowaliśmy na potrzebę tych igrzysk. W naszym wydaniu stała się hymnem wspomnianej imprezy. Później graliśmy koncerty m.in. na Grunwaldzie, na folk-metal night, czy na słowiańskiej nocy folk-metalowej w Brennej. Nadal koncertujemy, bo to jest esencja grania w zespole. Uwielbiamy dawać energię i czerpać ją od słuchaczy pod sceną. To niesamowita interakcja. Wkrótce rozpoczynamy trasę promującą nasza najnowszą płytę „Siadaj, nie gadaj”. Zagramy też w półfinałach międzynarodowego festiwalu Emergenza już w kwietniu w Warszawie. Zapraszamy 🙂

Jak podsumujecie pierwszą waszą płytę – „To i Hola”?

Była to płyta, na której szukaliśmy swojego własnego i unikalnego stylu. Wyciągnęliśmy z niej wiele wniosków. Posłuchaliśmy jej dokładnie i powiedzieliśmy sobie wiele ważnych uwag: o to jest fajne, to jest mniej fajne, to jest beznadziejne, a to jest super. Te wnioski skonkludowaliśmy i zrobiliśmy drugą płytę, która będzie nas już w pełni satysfakcjonowała. Nasz zespół dociera się, kształtuje, przychodzą nowe pomysły i inspiracje. Na drugiej płycie jest więcej wspólnej pracy, każdy włożył dużo serca do tej nowej produkcji. Jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani efektami.

Druga płyta zaraz wychodzi. Czy możecie zdradzić jej nazwę?

Tak. Będzie nazywać się „Siadaj, nie gadaj.” „ Nazwa pochodzi od jednego kawałka, który jest na płycie. Chociaż muszę powiedzieć, że miałam inną propozycję tytułu dla tej płyty” – wtrąciła Marta Jędrzejczyk. „Chciałam, żeby ta płyta nosiła taki tytuł – Mamy wszystko w d… 🙂 A to dlatego, że muzyka ludowa jest oparta głównie na tonacji d-moll. Na naszej płycie jest sporo utworów, które są utrzymane w tej tonacji. Jednak mogłoby to być różnie odbierane ;)”.

Czy chcecie coś jeszcze dodać?

Bardzo polecamy wam naszą nową płytę – „Siadaj, nie gadaj”. Niedługo będzie w sprzedaży i na pewno, jeżeli ktoś lubi klimaty folkowo-metalowe i chciałby posłuchać fajnych aranżacji ze świetnym wokalami, to zapraszamy do kupna. Premiera płyty przewidziana jest na początek kwietnia. Będzie dostępna na stronie internetowej zespołu Łysa Góra: www.lysagorazespol.pl Przede wszystkim jednak zapraszamy na koncerty! Do zobaczenia!

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *