Kultowa syrena

W poprzednim numerze przedstawiłem Państwu nasze lokalne muzeum. Planujemy ekspozycję naszych zbiorów, lecz na razie nie mamy jeszcze fajnego lokalu, dlatego postanowiłem zaprezentować Państwu nasze zbiory na łamach gazety.

Syrena 104

Na początek syrena 104. Syrenka ma szczególne miejsce, w historii naszych zbiorów. Sądzę także, że wielu rodaków ma związane z nią wspomnienia. Jako jedyny całkowicie polski samochód, towarzyszyła nam w najważniejszych chwilach naszego życia. Choć Ja znam ją od czasów, gdy była już niechcianym autem kupowanym od sąsiada za 100 zł.
Ale zacznijmy od początku… Syrena 104 zadebiutowała w 1966 roku, miała zmodernizowany dwusuwowy silnik oraz skrzynię biegów względem swojego poprzednika (modelu 103). Wyprodukowano ich około 12 000 szt.


Ten model sporo zyskał, podczas uruchomienia produkcji polskiego fiata 125 p. w 1967 roku, w FSO (wprowadzono nową technologię zabezpieczeń antykorozyjnych, czy też nowe lakiery). Niestety większych modernizacji (poza zmianą kierunku otwierania drzwi — w modelu 105 lub układu dźwigni zmiany biegów) nie doczekała się realizacji. Nasz egzemplarz został odebrany 26 marca 1969 roku z Fabryki przy ul. Stalingradzkiej (aktualnie Jagiellońskiej) przez wuja mojej mamy. I wtedy zaczął się jego „koszmar”. Wuj wcześniej użytkował przedwojennego opla Pp4 w wersji kabriolet, którego ciągle musiał naprawiać i liczył, że teraz będzie wreszcie mieć nowy wóz. Ku jego utrapieniu, wóz od samego początku miewał humory i silnik nie pracował równo. Regularne wymiany świec zapłonowych oraz czyszczenie przerywaczy doprowadzały go do szewskiej pasji. Auto głównie stało w drewnianym garażu, a wuj jeździł motocyklami lub koleją.

Pierwszy zlot

Nadszedł rok 1997 roku, kiedy to mój ojciec zapragnął znów zasiąść za kierownicą pierwszego auta, jakie posiadał, a była to właśnie taka syrena. Panowie zamienili się, Polonez 1.5 SLE w zamian za syrenę 104. Wtedy wartość tych pojazdów była zbliżona i wynosiła około 500 zł. Polonez miał ponad 100 000 km przebiegu, a syrena… 15 000! Wóz był praktycznie nowy. Auto było używane do okazjonalnych dojazdów do pracy, do sklepu itd. W 2000 roku mój tata odnalazł kontakt w stołecznej gazecie do pasjonatów syren, którzy spotykali się na tzw. zlotach… i pojechał. Rok później zabrał i mnie. Wtedy zaczęło się istne szaleństwo, zbieranie syren, kupowanie na złomach części. Jednak o mały włos, a byśmy wcale nie pojechali… bo syrena wciąż miała kaprysy i silnik pracował jedynie na dwóch z trzech cylindrów. Pamiętam, że dojechaliśmy wtedy do przejazdu kolejowego w Zalesiu Górnym i plan był taki: jeśli będzie dobrze „szła” to jedziemy, a jak nie to wracamy, ale syrena akurat pracowała poprawnie i pojechaliśmy. To był taki czas, że w zasadzie nie było forów internetowych. Jedynymi były portale: autko.com i lowrider. A zlot był organizowany tylko raz w roku i nie było żadnych innych imprez, na których można się było się wybrać i pokazać swoje auto. Po wymianie doświadczeń z innymi syrenowymi pasjonatami zabraliśmy się za wymianę uszczelki pod głowicą i odwieczny problem zalewania świec ustąpił. Odtąd zaczęliśmy, nawet nieco więcej jeździć, a i imprez przybyło. I tak w tym roku mija 21 lat, od kiedy bawimy się tą syreną. A od mojego 1 zlotu minęło już 18 lat. Stan licznika na dziś wynosi – 25 000 km.

Autor: Radek Brzozowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *