Katarzyna Pinkosz „Wybudzenia”

Katarzyna Pinkosz dziennikarka, autorka reportaży, od lat pisze o sprawach związanych z medycyną. Przeprowadza rozmowy z osobami, które pomimo choroby dają sobie radę w życiu. Pracuje w wydawnictwie Edipresse Polska. Publikowała m.in. w Świecie Lekarza, Do Rzeczy, Gościu Niedzielnym. Za pracę dziennikarską otrzymała m.in. Srebrny Krzyż Zasługi, Nagrodę św. Kamila, Nagrodę Zaufania Złoty OTIS, „Sowę” Onkologiczną, wyróżnienia Dziennikarz Medyczny Roku 2014, Kryształowe Pióro (2014 i 2015). Jest autorką książki „O dwóch takich, Teraz Andy” – o wyprawie niepełnosprawnych podróżników na Aconcaguę, najwyższy szczyt Ameryki Południowej. Jej kolejna książka „Wybudzenia” to godziny rozmów z osobami, które przebywały w innym stanie świadomości, z ich rodzinami, lekarzami. Próba wejścia do ich świata.

Podejmuje Pani w książce bardzo ważny temat: „wybudzeń ze śpiączki”, który tak naprawdę zaistniał nie tak dawno temu w świadomości wielu Polaków. Skąd pomysł na taką książkę?

Rok temu w maju i w czerwcu przyjechali do kliniki Budzik japońscy profesorowie: Tetsuo Kanno i Isao Morita. W swoim kraju przeprowadzają nowatorskie operacje wszczepienia stymulatorów osobom w śpiączce. Całkiem przypadkiem odkryli, że wszczepienie stymulatorów powoduje, że krew zaczyna szybciej przepływać przez mózg. To miało pomóc chorym w zmniejszaniu spastyczności, która powoduje u człowieka cały czas ból, bo ma napięte mięśnie. Po wszczepieniu stymulatorów tym ludziom, stan ich zdrowia ulegał poprawie. Zaczęli powoli wracać do świadomości.

Takie przypadkowe odkrycia w medycynie nie są rzadkością, ale to konkretne było na tyle fascynujące, że postanowiłam mu się bliżej przyjrzeć. Japończycy osiągają bardzo dobre wyniki po wszczepieniu stymulatorów u swoich pacjentów, aż 70% z nich notuje postępy w wybudzaniu się. Mimo tego nikt wcześniej takich zabiegów dotąd poza Japonią nie przeprowadzał. Dopiero zespół profesora Wojciecha Maksymowicza z Kliniki Neurochirurgii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie ich dokonał, jako drugi na świecie, a pierwszy w Europie. Stymulatory wszczepiono 15 pacjentom, w tym córce Ewy Błaszczyk – Oli Janczarskiej. Pisałam na ten temat reportaż i jak już go skończyłam to pomyślałam sobie: „Dobrze to jest 15 osób, ale tych osób na pewno jest więcej”. Wzięłam telefon i pomyślałam sobie: „Zadzwonię i zapytam, kto jeszcze zajmuje się tymi ludźmi”. Zadzwoniłam do kliniki Budzik dla dzieci. Budzik dla dzieci istnieje już kilka lat. W tym czasie wybudziło się tam już ponad 30-cioro dzieci. Gdyby nie klinika i rehabilitacja to z tymi dziećmi nie byłoby żadnego kontaktu…A niektóre z nich wróciły do normalnego życia, do swoich rodzin. Jednak klinika Budzik pomaga, tylko do 18 roku życia. Dlatego dzwoniłam dalej i szukałam. Natrafiłam na Fundację Światło z Torunia, która również zajmuje się osobami wybudzonymi. Tam poznałam wspaniały zespół rehabilitantów, logopedów i wolontariuszy na czele z Janiną Mirończuk. Dzięki codziennej pracy Fundacji Światło udało się wybudziło ponad 60 osób. Mimo tego nadal jest bardzo długa lista oczekujących osób na przyjęcie do ośrodka. Na półkach w gabinecie Janiny Mirończuk są trzy segregatory z dokumentami osób, które czekają na przyjęcie do „Światła”. Takich ośrodków w Polsce powinno być więcej.

To na pewno będzie trudne pytanie z mojej strony…Ale jak rozmawiać z osobami, które są w śpiączce?

Sama zadaje sobie to pytanie, bo stan w którym znajdują się osoby będące w śpiączce jest zarazem fascynujący, ale też trudny do zrozumienia… Bo co jest z osobą, która jest, ale tak naprawdę jej z nami nie ma? Przecież ta osoba nie odpowiada na nasze pytania, ale przecież jest…Żyje, jej serce bije, oddycha, je. Jednak nie odpowiada na nasze pytania…Może nie potrafi się z nami skontaktować? Czy jej tutaj nie ma? A jeżeli jej nie ma…to gdzie jest? Gdzie jest jej świadomość? Czy ona myśli? Czy jest szczęśliwa, a może jest nieszczęśliwa? A może ona do nasz krzyczy, ale my nie jesteśmy wstanie jej zrozumieć? Rzeczywiście to jest fascynujący i trudny do odkrycia świat.

W książce jest przytoczona historia Agnieszki Terleckiej, która uległa wypadkowi. Lekarz ze szpitala stwierdził objawy śmieci pnia mózgu. Miała nie żyć, a rodzice zostali zapytani o przekazanie jej organów do transplantacji.

Rzeczywiście dziewczyna była na obozie konnym. Niestety spadła z konia, doszło do obrzęku mózgu i zapadła w śpiączkę. Została zawieziona do najbliższego szpitala, gdzie pani ordynator dość niefrasobliwie powiedziała rodzicom, że właściwie z tej dziewczyny to już nic nie będzie, że trzeba liczyć się z tym, że ona już się nie wybudzi…W tej historii widoczna jest olbrzymia determinacja ojca Agnieszki, który starał się zrobić jak najwięcej dla swojego dziecka. Dzwonił po znajomych i dzięki tym kontaktom dotarł do kliniki w Bydgoszczy do neurochirurga prof. Marka Harata, a potem do prof. Jana Talara. Ojciec Agnieszki, z którym rozmawiałam opowiadał, że to co się działo w klinice było dla niego niesamowite. Kiedy Agnieszka była jeszcze całkowicie nieprzytomna, to już została zabrana na basen na rehabilitację. Wtedy była jeszcze na wózku inwalidzkim, a z nią nie było jeszcze żadnego kontaktu! Dzięki temu, że ta rehabilitacja rozpoczęła się tak wcześniej, Agnieszka szybko wróciła do siebie, do zdrowia. Po miesiącu już wyszła na własnych nogach ze szpitala. Dzisiaj Agnieszka skończyła studia, normalnie się z nią rozmawia, zajmuje się grafiką komputerową, robi piękne zdjęcia. Żyje dokładnie tak jak my.

Jednak nie wszystkie historie są tak szczęśliwe. W książce jest też historia Agnieszki Holki. Była bardzo aktywną osobą: studiowała w Londynie, pisała książkę pt. „Bestia i Sawier”, rozpoczęła pracę zawodową. Jedna chwila spowodowała, że jej życie całkowicie się zmieniło…

Agnieszka rzeczywiście studiowała w Londynie. Bardzo sprawna, młoda osoba dwudziestoparoletnia, która sama przyjechała rowerem z Londynu do Polski, jak skończyła studia. Wspaniała dziewczyna, zaczęła swoją pierwszą pracę, właśnie tutaj w Polsce. Umówiła się z siostrą na zakupy, przechodziła przez ulicę na pasach…Pierwszy samochód się zatrzymał, a drugi już nie. Doszło do wypadku i od tej pory Agnieszka jest w śpiączce. Niestety jest w minimalnym stanie świadomości. Rodzice walczą cały czas o każdy dzień, o każdy ruch, o każdy gest. Każdego dnia Agnieszka ma rozpisane zajęcia. Jest tam rehabilitacja, neurogopedia, logopedia i masaże. Robione jest wszystko, żeby wróciła do nas. Widać pewną poprawę, bo jest jedną z osób, którym wszczepiono stymulator. Zaczęła lepiej reagować, zaczęła wykonywać polecenia. To daje nadzieję, że nastąpi przełom na, który wszyscy czekają. Cały czas rodzice i siostra mają nadzieję, że Agnieszka się w pełni wybudzi.

Kolejny bohater książki Mariusz Wachowicz wraca do nas po wszczepieniu stymulatora. Zaczyna ponownie realizować swoje marzenia. Powstała wyjątkowa książka kulinarna, która jest właśnie autorstwa Mariusza.

Rzeczywiście o Mariuszu można powiedzieć, że już w śpiączce nie jest. Jest świadomy, zaczyna powoli mówić, już od dawna mruga oczami na tak i na nie. Doskonale wszystko rozumie, wykonuje polecenia, pisze na komputerze. Trochę zaczyna mówić, choć to są pierwsze słowa.

Przed wypadkiem Mariusz był człowiekiem wielu talentów. Był dziennikarzem Polskiej Agencji Prasowej (PAP), autorem bloga kulinarnego, doktorem ogrodnictwa. Tworzył hasła do encyklopedii. Teraz zaczyna powoli wracać do swoich pasji. Już można zapowiedzieć pierwszą książkę wybudzonego ze śpiączki pt. ”5 pór roku w kuchni. Smak na Życie” autorstwa Mariusza. To będzie jego pierwsza, autorska książka kulinarna. W niej będzie można odnaleźć historia życia Mariusza, jego zdjęcia, a także jego wyjątkowe i smaczne przepisy. Serdecznie ją polecam.

Prof. Wojciech Maksymowicz światowej sławy neurochirurg, były minister zdrowia, współpracownik prof. Zbigniewa Religi i do niego jest porównywany. W końcu jako pierwszy w Europie zrobił operację wszczepienia stymulatorów osobom znajdującym się w śpiączce. Współtworzył też klinikę Budzik.

Jest znakomitym neurochirurgiem i jego praca w Olsztynie już doprowadziła do wybudzenia nie jednej osoby. Dzięki niemu wybudził się choćby Mariusz Kobzdej. Mariusz jest reżyserem, który po wypadku na rowerze zapadł w śpiączkę. Po tym zdarzeniu był oglądany przez wielu lekarzy i właściwie diagnozy były jednoznaczne: „jego stan zdrowia już się nie poprawi”. Jego mama i znajomi dotarli do prof. Maksymowicza i to profesor oglądając jego tomografię głowy zauważył, że doszło do obrzęku mózgu. Wcześniej żaden lekarz nie dostrzegł tego. Obrzęk na szczęście nie był wielki, ale ponieważ był to Mariusz zapadł w śpiączkę. Prosta operacja neurochirurgiczna spowodowała, że Mariusz się wybudził. Zaraz po zakończeniu operacji wybudził się i powiedział pierwsze swoje słowa po ośmiu miesiącach bycia w śpiączce. Jego mama o mało zawału nie dostała, bo operacja zakończyła się wielkim sukcesem. Mariusz wrócił do pełni życia, pracuje, prowadzi spotkania z ludźmi kultury.

Prof. Maksymowicz dokonał wielkiego przełomu w życiu Mariusza i jego rodziny. Ma także nadzieję dokonać kolejnych w leczeniu innych pacjentów. Pomagał przy tworzeniu kliniki Budzik, to dzięki niemu wszczepiono stymulatory osobom w śpiączce. Teraz rozpoczął już operacje wszczepiania komórek macierzystych, które też są ogromną nadzieją dla wielu osób. Między innymi dla pacjentów w śpiączce. W Olsztynie stworzył pierwszy „Budzik” dla dorosłych. Kolejne „Budziki” mają powstawać w Polsce, w tym w Warszawie.

O życiu decydują sekundy, dobrze o tym przekonujemy się poznając w książce historię Julii Kowalczyk.

Julka jak miała 6 lat to napisała wiersz: „Chciałabym tańczyć jak baletnice, tak kręcącą mieć spódnicę”. Już wtedy pisała wiersze, czytała, prowadziła bloga. Niestety pół roku przed komunią doszło do wypadku. Przechodziła przez pasy, szła do szkoły, śpieszyła się, bo jej ukochana nauczycielka wracała. Została potrącona przez samochód i znalazła się w śpiączce. To było już kilka lat temu. Stan Julki jest ciężki, bo to nie można powiedzieć, że u każdego nastąpi cud, że wybudzi się i zacznie chodzić, mówić. Mimo tego nie jest to smutna historia. To historia niesamowitej miłości rodziny i wzajemnego wsparcia. Bardzo się za Julkę modlą i często proszą o modlitwę innych. Wierzą, że to cierpienie Julki jest po coś…

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *