Jacek Tacik „Zamach”

Dziennikarz, z wykształcenia amerykanista. Studiował we Wrocławiu, Warszawie i Turynie. Pracował w „Gazecie Wyborczej”, Polsacie, Polsacie News, TVP Info, „Wiadomościach” TVP1, a obecnie w TVN24. Publikował w „Tygodniku Powszechnym”. Relacjonował konflikt izraelsko-palestyński w 2014 roku, referendum niepodległościowe w Szkocji, rezygnację Benedykta XVI, konklawe i wybór papieża Franciszka, a także jego pielgrzymkę do Ziemi Świętej, oraz beatyfikację i kanonizację Jana Pawła II. Wywiadów udzielili mu m.in. Szimon Peres – były prezydent Izraela, Giorgio Napolitano -prezydent Włoch, i Pietro Parolin – sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej.

Poznaliśmy się w ciekawych okolicznościach. Chciałbym trochę o nich wspomnieć na wstępie naszego wywiadu. Pojechaliśmy na dość egzotyczny materiał dla TVP Info dotyczący premiera Włoch Silvio Berlusconiego i jego wybryków. Naszym celem była pizzeria na warszawskiej Ochocie, która przygotowywała pizzę o niepowtarzalnej nazwie: „bunga-bunga”

To był taki gadżet, którym mieliśmy rozpocząć nasz materiał dotyczący premiera Silvio Berlusconiego i restauracji, która próbowała wykorzystać głośną aferę bunga-bunga. Przygotowali w tym celu pizzę, która właśnie nazywała się bunga-bunga. W niej było wszystko: warzywa, różnego rodzaju sery i mięsa. Pamiętam, że filmowaliśmy całą produkcję tejże pizzy, tak rozpoczął się tamten materiał.

Wspominam dlatego, że dziennikarstwo ma różne oblicza. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że jednego dnia robi się temat o pizzy, o premierze Berlusconim, aby drugiego dnia zająć się tematem bardzo ważnym dla Polaków, a dokładnie wszystkimi okolicznościami związanymi z zamachem na Jana Pawła II. Skąd pomysł na realizację tej książki?

Przygotowując się do beatyfikacji, a później kanonizacji Jana Pawła II Redakcja, a także ja sam, musiałem sobie zadać pytanie: O najważniejszy moment pontyfikatu Jana Pawła II. Bez wątpienia to był zamach, bo zamach mógł przerwać pontyfikat papieża z Polski. Zamach bardzo zmienił ten pontyfikat na płaszczyźnie religijnej. Jan Paweł II, kiedy mówił o cierpieniu, to sam przeżywał i cierpiał na płaszczyźnie czysto ludzkiej. Już nigdy później nie był tak sprawny.

Przygotowując się do beatyfikacji i kanonizacji Jana Pawła II szukałem takiej książki na rynku. Nie tylko polskim, ale także włoskim i nie znalazłem. Właśnie dlatego zacząłem krok po kroku wchodzić w historię zamachu. Znajdowałem niesamowite zbiegi okoliczności, niektóre z nich okazywały się prawdziwe, a niektóre nie…Dlatego sam postanowiłem dotrzeć do tych ludzi. Z takiego czystego reporterskiego egoizmu. Chciałem ich dotknąć, chciałem się z nimi spotkać, chciałem zobaczyć jacy są naprawdę. To są ludzie, którzy kiedyś pisali historię, tworzyli ją.

Jednym z ważniejszych wywiadów w książce jest ten z Mehmetem Alim Ağcą. Zabiegałeś o niego bardzo długo i dość późno pojawił się w tej całej układance.

Myśląc o książce i jej konstrukcji, sam sobie powiedziałem, że muszą być trzy osoby, żeby ta książka mogła się ukazać: kard. Stanisław Dziwisz, gen. Wojciech Jaruzelski i Lech Wałęsa. Te trzy osoby opowiadają o Polsce z trzech różnych odrębnych od siebie perspektyw: kościelnej, komunistycznej i solidarnościowej.

Jeżeli chodzi o Aliego Ağcę to nie wierzyłem, że się uda. Po ponad dwóch latach nieustannej korespondencji niewiele wskazywało na to, że dojdzie do spotkania. Na początku chciał za wywiad pieniędzy, ja odmówiłem zapłacenia zażądanej sumy…Po dłuższej przerwie, jeszcze raz spróbowałem odezwać się do niego w ubiegłym roku. Ku mojemu zaskoczeniu zaprosił mnie do siebie, już nie chciał ode mnie pieniędzy. Jednak ja nadal nie wiedziałem, czy osoba z którą koresponduje e-mailowo jest Alim Ağcą? Jadąc już do Turcji byłem przekonany, że jego tam nie będzie…W najgorszym wypadku miał to być przyczynek do tego, aby napisać wstęp do książki o spotkaniu z Ağcą, którego nie było…Okazało się, że był.

Miałeś bardzo długą rozmowę z Mehmetem Alim Ağcą, ale on znowu podczas wywiadu lawirował, wracał do III tajemnicy fatimskiej… Jak go odebrałeś w tym konkretnym momencie, kiedy przeprowadzałeś z nim wywiad w Stambule?

Zdawałem sobie sprawę, że pytania o sam zamach, jego przebieg, wspólników nie są najważniejszymi, bo Ağca będzie konfabulował, będzie przedstawiał kolejne wersje wydarzeń… Nie jestem ani historykiem, ani prokuratorem. Jestem reporterem, dziennikarzem i chciałem poznać tego człowieka. Stąd dużo pytań dotyczyło jego samego. Czym się zajmuje?, czy jest szczęśliwy?, jakim jest człowiekiem? Paradoksalnie te banalne pytania były dla niego najtrudniejsze, bo na nie nigdy dotąd nie odpowiadał. Wszyscy go pytali o sam zamach. Na te pytania odpowiadał już od przeszło 36 lat, więc był wyuczony. Natomiast na bardzo prywatne i osobiste pytania miał już spore problemy z udzieleniem odpowiedzi. W pewnym momencie myślę, że powiedział o jedno słowo za dużo. Zdradził, że jest ktoś w Europie, kto przelewa mu 1000 euro miesięcznie, z tego żyje. Włoscy śledczy mają taką teorię, że być może to jest zapłata za milczenie, a dokładnie za kolejne kłamstwa i łgarstwa, które przedstawia dziennikarzom.

Jeśli chodzi o moją ocenę, to w Stambule spotkałem człowieka, który chciałby być osobą ważną w historii świata, osobą, o której byśmy pamiętali jako o tej, która tworzyła tę historię i ją pisała. Obraz tego człowieka jest jednak zupełnie inny. Raczej jest to smutny już prawie 60-letni mężczyzna, który jednak przegrał życie.

Przy okazji Mehmeta Aliego Ağcy warto wspomnieć wątek bułgarski, który pojawił się w całej sprawie dotyczącej zamachu na Jana Pawła II.

Był taki moment, kiedy Ağca był przekonany, że jego wspólnicy pozwolą mu i ułatwią ucieczkę z włoskiego więzienia. Jednak tak się nigdy nie stało. Ağca stracił cierpliwość i po prawie roku za kratami postanowił iść na współpracę z włoskim wymiarem sprawiedliwości. Zdaniem włoskich prokuratorów, a także zdaniem polskiego IPN-u to był moment, kiedy Ağca powiedział bardzo dużo i przedstawił fakty dotyczące samego zamachu. Wtedy pojawił się wątek bułgarski, to wtedy pojawiły się nazwiska bułgarskich dyplomatów, którzy tak naprawdę byli tajnymi agentami, posiadali podwójną tożsamość. To był moment, kiedy wydawało się, że śledztwo zakończy się sukcesem, a wspólnicy Ağcy trafią za kraty. Tylko znowu dochodzi do pewnego przełomowego momentu i wtedy Ağca otrzymuje groźby od jednego z bułgarskich agentów, który podszywa się pod prokuratora. Pod koniec 1983 roku Ağca przestaje zeznawać, przestaje współpracować i krzyczy do dziennikarzy, że jest Jezusem Chrystusem. To jest moment, kiedy śledztwo, które było oparte na zeznaniach Mehmeta Aliego Ağcy upada…

Odbyłeś jeden z ostatnich wywiadów z gen. Wojciechem Jaruzelskim, który był już wtedy w wojskowym szpitalu na ul. Szaserów w Warszawie. Jakie miałeś odczucia, co do tego spotkania?

Jestem bardzo wdzięczny, że zechciał się ze mną spotkać, bo jego stan zdrowia był bardzo poważny, ciężki. Zdaję sobie sprawę, że gen. Wojciech Jaruzelski do końca swoich dni walczył o swojego nazwisko, o swoją twarz. Boje się go oceniać. We wstępie do książki jest taki ustęp, który mówi, że wiele z tych osób, wielu bohaterów pewnie będzie się próbowało wybielać i przedstawiać lepszą wersję siebie. Zachęcałbym czytelników do krytycznej lektury tych wywiadów. To nie jest książka, którą można przeczytać jadąc w autobusie…Nad nią naprawdę trzeba się skupić i być cały czas krytycznym.

Wspomniałeś Lecha Wałęsę. Odbył kilka ważnych, co warto podkreślić, prywatnych spotkań z Janem Pawłem II. Niewiele osób wiedziało, że miesiąc przed zakończeniem stanu wojennego doszło do spotkania w Dolinie Chochołowskiej w Tatrach.

To jest w ogóle niesamowita historia. Jan Paweł II powiedział, że jeżeli nie dojdzie do tego spotkania, to nie przyjedzie na II pielgrzymkę do Polski. To oznaczałoby ogromny zgrzyt na arenie międzynarodowej. Ta informacja szybko by poszła w świat, że papież Polak nie przyjeżdża do Polski, bo utrudniają mu to władze. Dlatego wtedy gen. Wojciech Jaruzelski i reszta oficjeli musieli ustąpić. Do spotkania faktycznie doszło, zachowały się nawet zdjęcia. Jednak praktycznie nikt nie wiedział o nim, bo nie mógł. Taka była decyzja tamtejszej władzy.

Spotkałeś się z kard. Stanisławem Dziwiszem, czyli najbliższą osobą dla Jana Pawła II.

To była bardzo ciekawa i wzruszająca rozmowa, która była ciągle przerywana telefonami do księdza kardynała dotyczących Światowych Dni Młodzieży. Mam osobiste wrażenie, że kard. Dziwisz miał łzy, wtedy 13 maja 1981 roku, bo Jan Paweł II był dla kardynała kimś najważniejszym. Polacy wtedy płakali, a co dopiero wtedy musiał czuć kard. Dziwisz. Dr. Renato Buzzonetti – papieski lekarz, po wyjściu z sali operacyjnej zasugerował kard. Dziwiszowi, że to może być koniec, że kolejnym etapem będzie pogrzeb. Trudno jest mi sobie wyobrazić, co naprawdę wtedy musiał czuć kard. Dziwisz…

Dotarłeś do dwóch Amerykanek, które zostały postrzelone na placu Św. Piotra. Byłem pełen podziwu czytając, ile sił Ciebie kosztowało dotarcie do Rose Hall.

To prawda. Wykonałem bardzo dużo telefonów, przeszukiwałem starą prasę, napisałem wiele e-maili. W końcu, kiedy udało mi się do niej dotrzeć, zacząłem się zastanawiać, czy do niej jechać? Nie miałem pewności, czy ona się pojawi na spotkaniu? Wszystko przez to, że jest to osoba nieufna, niechętnie udzielająca wywiadów, ale zaryzykowałem, bo zamysł tej książki polegał na tym, że spotykałem się twarzą w twarz z moimi rozmówcami. Nie mogła to być rozmowa telefoniczna, nie mogły to być pytania wysłane e-mailem, to także nie mogła być rozmowa przez komunikator skype.

Wspomniałeś w książce o polskim śledztwie IPN-u, które było prowadzone przez oddział w Katowicach. Dałeś trochę inne światło na to śledztwo, bo wielu uważało, że było ono niepotrzebne.

Też tak na początku myślałem. Jednak IPN usystematyzował naszą wiedzę na temat zamachu. Wyciągnął kilka nowych informacji. Dzięki IPN-owi dzisiaj wiemy, że były trzy grupy przestępcze zaangażowane w zamach, do którego doszło 13 maja 1981 roku na placu Św. Piotra. Jedna z tych grup przygotowała i doprowadziła do zamachu. Druga przeprowadziła zamach, a trzecia dokonała akcji dezinformacyjnej na światową skalę. W tej trzeciej grupie była Polska. Akcja dezinformacyjna polegała na tym, żeby zatrzeć ślad bułgarski. Zdaniem prokuratora Michała Skwary prowadzącego śledztwo w katowickim IPN-ie zacieranie śladu bułgarskiego rozpoczęło się jeszcze na długo przed tym, kiedy w ogóle ślad bułgarski pojawił się w mediach i kiedy o nim dowiedziała się światowa opinia publiczna.

Jak uważasz, dla kogo jest ta książka? Czy dla tych, którzy chcą poznać nowe szczegóły, nowe okoliczności zamachu, czy też dla tych, którzy łakną trochę sensacji?

Ta książka nie jest sensacyjna. Bardzo uważałem, żeby ona taka nie była. To jest książka reporterska dotycząca wątków zamachu na Jana Pawła II. Tu nie ma historyków, tu nie ma dziennikarzy. Rozmawiam tylko i wyłącznie w książce z osobami, które były naprawdę bardzo blisko śledztwa i samego zamachu.

Ta książka jest z jednej strony dla pokolenia moich rodziców, którzy doskonale pamiętają tamten czas. Moja mama wzruszyła się czytając rozmowę z Andrzejem Bacem o białym marszu w Krakowie. Wzruszyła się dlatego, że przypomniała sobie tamte dni jedności, nadziei. Uważam, że ta książka może być także dla młodego pokolenia. Myślę teraz o swojej 2,5 miesięcznej córce. Jak dorośnie, to będzie miała z pierwszej ręki relację tych, którzy uczestniczyli w tamtych wydarzeniach. To nie są suche historyczne fakty. Tu jest dużo emocji, nadziei, trochę radości, trochę smutku.

Czy planujesz dalsze swoje publikacje?

Nie wykluczam tego, kilka pomysłów mam. Chociaż teraz dla mnie najważniejsza jest rodzina, rodzina i jeszcze raz rodzina! Trochę mnie nie było przez ostatni czas. Ta książka kosztowała mnie bardzo dużo czasu i energii, bo pracuję normalnie w telewizji. Nie miałem tego komfortu, że mogłem poświęcić się tylko pracy nad książką. Książka powstała w moich wolnych chwilach. Tych wolnych chwil zabrakło dla mnie.

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *