Jacek Barcikowski – „Zgodnie z prawem. Przeciwko obywatelom. Dramat polskiej samorządności”

Jacek Barcikowski – Konsultant, trener, wykładowca, doświadczony menedżer w średnich i dużych firmach. Prowadzi warsztaty menedżerskie, konsultacje biznesowe z zakresu zarządzania strategicznego i operacyjnego, finansów przedsiębiorstw, zarządzania ryzykiem. Założyciel Obywatelskiego Think Thanku Lesznowola, społecznik i autor książki pt. „Zgodnie z prawem. Przeciwko obywatelom. Dramat polskiej samorządności”.

Czy książka pt. „Zgodnie z prawem. Przeciwko obywatelom. Dramat polskiej samorządności” jest podsumowaniem kilkuletnich obserwacji samorządu lokalnego, które Pan prowadził?

Jest ona głównie rezultatem moich doświadczeń z ostatnich czterech lat, gdy bliżej zainteresowałem się funkcjonowaniem samorządu lokalnego. Na początku mojej aktywności publicznej w tym zakresie myślałem, że moja wiedza i doświadczenie może przydać się w przeprowadzaniu pozytywnych zmian w Lesznowoli. Proponowałem Pani Wójt swoją pomoc, oczywiście „pro bono”. Jednak aby przedstawić jakieś konkretne rozwiązania, chciałem najpierw przeprowadzić diagnozę stanu zastanego. To taki mój nawyk zawodowy. Niestety dość szybko okazało się, że moja dociekliwość i prośby o dostęp do informacji publicznej, zaczęły budować coraz większy mur, między mną a urzędnikami gminy. Gdy zacząłem pytać, zaczęły pojawiać się problemy, braki odpowiedzi na moje wnioski o udzielenie informacji publicznej. Odnosiłem coraz to mocniejsze wrażenie, że urzędnicy gminy chcą wiele ukryć i czują się w tym zakresie bezkarni.

Po dwóch latach walki z gminą o dostęp do ważnych dokumentów i danych zorientowałem się, że problem z jakim się zetknąłem to nie tylko zła wola konkretnych osób. Zrozumiałem, że przyczyny tego stanu rzeczy leżą przede wszystkim w złym prawie, które sprzyja urzędnikom i politykom, chroni ich praktycznie przed wszelką odpowiedzialnością i jest niekorzystne dla ogółu obywateli. Przyszedł mi wtedy do głowy pomysł napisania o tym książki, nie o gminie Lesznowola, ale szerzej o obowiązującym w Polsce systemie prawa, które zbyt często działa przeciwko interesom nas wszystkich.

W książce jest Pan nie tylko teoretykiem, ale także praktykiem. Kiedy nie otrzymywał Pan odpowiedzi na swoje pytania, to kierował Pan sprawy do sądów administracyjnych. Zarówno WSA jak i NSA zawsze w swoich wyrokach przyznawały Panu rację i nakazywały, by gmina rozpatrzyła Pana wnioski. Ta jednak nadal nie udzielała informacji, o które Pan prosił lub robiła to szczątkowo…

Tak. Początkowo myślałem, że jak uzyskam pozytywne wyroki sądów, to otrzymam informację publiczną, którą byłem zainteresowany. Niestety tak się nie stało. Te zawsze wydawały korzystne dla mnie wyroki. I co z tego? Doszło nawet do sytuacji, gdy urzędnicy gminy, w tym Wójt, po prostu tych wyroków nie wykonywali, czując się bezkarnymi. Podobnie było z decyzjami Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które uchylały odmowne decyzje gminy na moje wnioski. Za ten stan rzeczy nie winię sędziów a głównie prawo, które muszą oni stosować. Jeżeli podmiot publiczny chce udzielić informacji, to to zrobi. Jeżeli nie chce jej udzielić, to jej nie udostępni i właściwie nie poniesie za to żadnych konsekwencji. Obowiązujące przepisy prawa nie przewidują realnych sankcji za brak udzielenia informacji publicznej. Te sankcje są tylko teoretyczne, w mojej książce przeczytacie Państwo o przyczynach takiego stanu rzeczy.

W książce zauważa Pan, że zarówno radni jak i posłowie czy senatorowie z mocy prawa nie muszą realizować swoich obietnic wyborczych. Stwierdza Pan jednocześnie, że zmuszeni są oni do głosowania zgodnie z wolą ich ugrupowań politycznych czy nawet ich liderów, bowiem w konsekwencji mogą przy następnych wyborach nie znaleźć się na listach wyborczych…

Polska Konstytucja mówi, że radny, poseł czy senator nie jest związany tym, czego od niego oczekują jego wyborcy, w tym złożonymi im obietnicami. Jest to tak zwana zasada „wolnego mandatu”. Praktyka wskazuje jednak na to, że często jest on związany z dyscypliną partyjną. Czyli swoich wyborców może zignorować, ale nie może zignorować „sugestii” swojego obozu politycznego, a w praktyce lidera czy liderów tego ugrupowania. To jest jedno ze źródeł patologii. Wolny mandat w jakimś zakresie powinien obowiązywać, ale niech będzie on wolny od wszelkiego rodzaju nacisków…

Czy tutaj ma Pan na myśli ideę jednomandatowych okręgów wyborczych?

Niekoniecznie, gdyż inną rzeczą jest sposób wyboru radnych, posłów czy senatorów, a inną czy są oni faktycznie naszymi reprezentantami w samorządzie lokalnym, Sejmie czy Senacie. Niestety najczęściej są oni jedynie przedstawicielami partii politycznych, a w szczególności przywódców tego czy innego ugrupowania, bądź lokalnej władzy. Ostatnio mogliśmy obserwować, jak działa dyscyplina partyjna, choćby w Piasecznie czy w Lesznowoli.

Coraz wyraźniej widać, że organy ustawodawcze bądź uchwałodawcze nie są zbiorową mądrością swoich członków. Tak by było, gdyby każdy radny, poseł czy senator podejmował swoje decyzje w pełni samodzielnie, na podstawie posiadanej wiedzy, swojej mądrości i doświadczenia. Niestety wybrane przez nas osoby z reguły wykonują jedynie czyjeś decyzje: swojego ugrupowania, czy wręcz wąskiej grupy jego liderów, najczęściej partyjnych. Tego typu patologiom sprzyja obowiązujące w Polsce prawo, które powinno być zmienione. I przede wszystkim winno być stanowione pod większą bieżącą kontrolą społeczną. Nie wystarczy tu fakt, że co kilka lat oddajemy głos w wyborach.

W książce wskazuje Pan czytelnikom wprost, które akty prawne i ustawy powinny być zmienione i jak należy tego dokonać.

Nie zmienimy wiele w naszej przestrzeni publicznej, jeśli nie zostanie wprowadzona realna odpowiedzialność urzędników i polityków za ich decyzje. W swojej książce uzasadniam także, że nasze polskie problemy mają w dużym stopniu źródło w obowiązującej Konstytucji. Do polskiego systemu prawnego powinny być wprowadzone takie instrumenty demokracji oddolnej jak weto obywatelskie, doskonale sprawdzające się w Szwajcarii od 150 lat, czy realnie działająca inicjatywa ustawodawcza oraz referenda – lokalne i ogólnokrajowe.

Zmiany powinny doczekać się także ustawy, które w dużym stopniu wpływają na złe zarządzanie majątkiem publicznym, przyczyniające się do marnowania pieniędzy pochodzących z naszych podatków. Mam tu na myśli choćby ustawę o finansach publicznych, ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych, o samorządzie gminnym czy Kodeks Wyborczy. Dzisiejszy system finansowy w samorządach lokalnych bardzo ułatwia ukrywanie niekompetencji, niegospodarności, czy też brak transparentności w finansach publicznych. Sprzyja też nadmiernemu zadłużaniu się.

W naszym życiu publicznym potrzebna jest większa przejrzystość podejmowanych przez rządzących decyzji, w tym finansowych. Dlatego tak ważna jest zmiana ustawy o dostępie do informacji publicznej, której przepisy winny być doprecyzowane i wprowadzić realną odpowiedzialność za jej naruszanie.

Wróćmy na chwilę jeszcze do wyborów samorządowych. Każda z blisko 2,5 tysiąca gmin w Polsce, ma swój fundusz promocyjny. Praktycznie może go wykorzystywać do propagandy sukcesu, przez całą kadencję samorządową, a szczególnie przed samymi wyborami. Powoduje to, że nowi kandydaci na funkcje wójtów czy radnych, którzy nie mają znacznego zaplecza finansowego, praktycznie nie mają szans na uzyskanie mandatu. Nie będą bowiem w stanie przebić się ze swoim przekazem, chyba że wyłożą na swoją kampanię dziesiątki czy nawet setki tysięcy złotych. Dotychczasowe władze mogą wyłożyć tego rodzaju pieniądze z naszych podatków.

Często porównuje Pan samorząd lokalny do przedsiębiorstwa. W przedsiębiorstwie zarówno zarząd, jak i prezes spółki mają pewien target, cel do realizacji, mają także odpowiedzialność za podjęte decyzje, które mogą być zarówno: pozytywne, jak i negatywne dla akcjonariuszy spółki. W przypadku gminy, zarówno Rada Gminy, jak i wójt, burmistrz mogą praktycznie nie ponieść żadnych konsekwencji za swoje nietrafione decyzje odnośnie do przetargów, czy także nadmiernego zadłużania się…

W przedsiębiorstwach prywatnych główna uwaga położona jest na ich zysk, a w samorządach oczywiście nie ma o nim w ogóle mowy. Mimo to, można dokonywać porównań, gdyż i tu i tu ogromnie ważna jest efektywność kosztowa i inwestycyjna. I tu i tu chodzi o to, aby uzyskiwać „więcej za mniej”. W świecie biznesu panuje powszechne przekonanie i zgoda co do tego, że nie da się dobrze zarządzać niczym, czego nie da się zmierzyć. Dlatego tak dużą wagę w prywatnym biznesie przykłada się do pomiaru efektów ponoszonych nakładów. Dopóki w finansach publicznych nie będzie takich mechanizmów, to jakość zarządzania majątkiem publicznym będzie taka, jaką każdy widzi. W przedsiębiorstwach normą jest rachunkowość zarządcza, analiza danych finansowych i poza finansowych. Do tego używa się różnych narzędzi. Natomiast w gminie nie mierzy się niczego z zakresu efektywności. W gminie wypełnia się tabelki, ważna jest jedynie realizacja formalnych procedur. Sprawozdawczość nie niesie tu praktycznie żadnej użytecznej dla oceny jakości zarządzania wiedzy. Dlatego w mojej książce postuluję, żeby ta informacja finansowa poszła w kierunku zasad, która obowiązują w przedsiębiorstwach i są zgodne z międzynarodowymi standardami. Chodzi między innymi o stosowanie zasada istotności czy zasady przewagi treści nad formą. Ta druga w szczególności byłaby bardzo ważna, gdyż nakazuje ujawniać w sprawozdaniu finansowym zawsze te rzeczy, które są istotne dla finansów danego podmiotu. W polskich samorządach tak nie jest. W przypadku gminy Lesznowola nie ujawnia się, choćby ogromnych zaliczek, które gmina otrzymała z tytułu umów przedwstępnych za użytkowanie terenów po KPGO Mysiadło. Tego typu zobowiązania w przedsiębiorstwie każdy musiałby ujawnić.

Bardzo ciekawym aspektem finansów gminy są kontrole, które prowadzi Regionalna Izba Obrachunkowa. Rządzący w samorządach często powołują się na to, że skoro kontrola RIO nic nie wykazała, to wszystko w gminie jest w porządku. Jest to jednak swego rodzaju manipulacja, o której piszę w swojej książce. Gminy bowiem są kontrolowane przez RIO, ale tylko w aspekcie zgodności z prawem. Czyli np. jeżeli dajmy na to wójt, burmistrz zrobił coś skrajnie niegospodarnie, niezgodnie z interesem mieszkańców, to RIO nie tylko nie zajmie się tą sprawą, ale nawet nie ma prawa zwrócić na to uwagi. Od kontroli gospodarności działań wójta, burmistrza są formalnie rady gmin, ale jej najczęściej nie przeprowadzają. Przeszkodą jest tu zwykle brak odpowiednich kompetencji radnych czy powszechne patologiczne zjawiska nepotyzmu. Pozwalające na to prawo powoduje, iż gospodarność i celowość wydatków w samorządach jest kompletnie nie kontrolowana, a co za tym idzie ich władze nie mają żadnej motywacji, żeby dążyć do dobrej jakości zarządzania.

Dla kogo napisał Pan tę książkę? Kto jest jej odbiorcą?
Ta książka jest dla każdego, kto będzie chciał zrozumieć mechanizmy, które leżą u źródła polskich problemów w samorządach i nie tylko. Dla osób, które choć trochę interesują się sprawami publicznymi. Trochę polityką, trochę samorządnością. W wersji elektronicznej jest ona dostępna na stronie wydawcy pod linkiem https://ksiazki.pafere.org/book.php?id=14 .

Autor: Kamil Myszyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *