Dalecy od przeciętności

Lubią otaczać się pięknymi rzeczami, więc sami zaczęli je tworzyć. On maluje ogromne obrazy, robi meble z drewna i betonu. Ona dzierga kolorowe narzuty i tka dywany. Przenieśmy się do Łosia, gdzie mają swoje magiczne królestwo.

Jeszcze tylko kwadrans i możemy zacząć rozmowę. Małgorzata przelewa właśnie do słoików przecier pomidorowy, który chwilę wcześniej bulgotał na ogniu. Doprawia go, smakuje… kulinarna wirtuozeria. Ale prawdziwa magia dopiero się zacznie. Piotr Bogusławski, który pod szyldem Peter Bo Design tworzy lampy, meble z betonu i drewna oraz maluje obrazy, zawsze chciał być artystą. – Nic innego nie umiem robić – wyznaje. Gdyby nie zajął się sztuką, byłby, jak mówi…„rasowym podglądaczem”, tak bardzo lubi obserwować ludzi.

– Przychodziłbym do nich i patrzył jak mieszkają. Albo obserwował ludzi na ulicy, jakie noszą buty, torebki. Wtedy zastanawiam się zawsze skąd pochodzą, kim są, to mnie oszałamia – dodaje. Skończył liceum plastyczne, potem warszawską Akademię Sztuk Pięknych na wydziale Wzornictwa. Jego żona ma jeszcze bogatsze dossier.

Szydełkowanie i numer 0700
W życiu robiła tak wiele, że można tylko zastanawiać się, kiedy spała. Była księgową, tańczyła i śpiewała na wielkich estradach, m.in. na festiwalu w Opolu. Ale pracowała też w telewizji, firmie producenckiej i telekomunikacyjnej. W tej ostatniej tworzyła opowiadania, które po wykręceniu płatnego numeru 0700 czytali popularni aktorzy. W wolnych chwilach już wtedy szyłam, robiłam na szydełku, czy haftowałam, a nauczyłam się tego od swojej mamy – mówi Małgorzata Bogusławska.

Dom, którego nie ma w katalogach
– Zawsze lubiłam robić rzeczy, które wymagają cierpliwości i dłubania. Nie muszę mieć wszystkiego już, teraz, na efekt trzeba poczekać – dodaje. Ale przy trójce dzieci i pracy, która nie trwała od godziny 8 do 16, czasu miała niewiele. Sytuacja zaczęła się zmieniać, kiedy w 2000 r. wyfrunęli z zabieganej Warszawy do własnego domu pod lasem w Łosiu. Przez pięć lat prowadzili z mężem restaurację z wybitnym staropolskim jadłem, w której lubili spotykać się artyści i dziennikarze. Miejsce szybko stało się w Łosiu kultowe i do dziś wielu żałuje, że już go nie ma. Jednak Małgosia nie straciła pasji do gotowania. Kuchnia w jej domu to magiczne królestwo smaków, przypraw i kolorów. Raz w tygodniu obowiązkowo piecze tu dla rodziny chleb, robi wyśmienite pikle, przetwarza to, co w dużym ogrodzie dała jej matka natura. Cały ich dom jest daleki od przeciętności.
Z rodzinnego bufetu, który Gosia sama pobieliła, spoziera kolekcja ikon, w innym miejscu lampa z betonu czy oryginalny stół zrobione przez Piotra. – Kiedy kilkanaście lat temu urządzałam dom; w sklepach nie było mebli i dodatków, które zachwyciłyby mnie i męża. Uznałam więc, że wiele rzeczy możemy zrobić sami – wspomina Małgosia.

Nic się nie zmarnuje
Z pomocą Internetu, opanowała sztukę tapicerowania i renowacji mebli. Zresztą często korzystają z sieci. Małgosia prezentuje swoje dokonania na Facebooku, Piotr na stronie
www.peterbodesign.pl
– W naszym domu prawie nie ma mebli sklepowych, seryjnych. Zawsze szukamy ich na targu, giełdzie staroci –mówi artystka. Często też odwiedzają second handy. On ze względu na rozmiary swoich obrazów szuka dużych płócien, które sam naciąga na ramy, ona czegoś innego. – Przekonałam się, że nowe włóczki i dzianiny są dość drogie, dlatego zaczęłam używać tylko materiałów z odzysku. Kupuję stare swetry, które po wypraniu pruję i zwijam włóczkę w kłębki. Dzianinę z kolei tnę na paseczki, z których potem tkam dywany – zdradza tajniki swojej sztuki Małgosia. Pierwszą ramę do tkania dywanów zrobił jej mąż, wbijając setki gwoździ w starą framugę. Współpracują, wspierają się i żartują. – Bogusławski zerknij czy ziemniaki są już miękkie – woła Małgorzata. A on oczywiście sprawdza… zanim pochłonie go w pracowni tworzenie kolejnego mebla. – Artysta, nie ukrywajmy tego, jest egoistą i tylko jego sztuka się liczy. Dlatego wszystko trzeba temu podporządkować. Kiedy maluję obraz, a Gosia dzierga, staramy się sobie nie przeszkadzać – mówi Piotr. Choć ona dobrze wie, że nie może się w swojej pasji całkowicie zatracić. Trzeba przecież zapłacić rachunki, zająć się synem, który z nimi mieszka, pamiętać o terminach i nakarmić zwierzęta.

Autorka: Violleta Kraskowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *