Abbeville

Są rzeczy niezmienne i pewne np. wschód słońca, „Kevin sam w domu” na Polsacie na Święta, czy lamenty niektórych mediów i środowisk o odradzającym się w Polsce faszyzmie. To pierwsze jest całkiem realne, choć rzadko mam okazję oglądać, to drugie może i śmieszne, ale niczym zaskoczyć nie może, to trzecie natomiast zaskakuje zawsze, dostarczając powodów do niezliczonych memów. W zeszłym roku powodów do radości dostarczył pewien redaktor, który wysmarował się był pastą do butów i na Marszu Niepodległości udawał Murzyna w nadziei, że będzie mógł napisać o polskim rasizmie, faszyzmie, ksenofobii, czyli, ogólnie rzecz biorąc, o jakiś swoich fobiach.
Nie sprowadzajmy jednak poważnego tematu zbliżającej się rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości do jak to mawia młodzież, „beki z lewaków”. Warto natomiast wyciągać wnioski z historii, by inne kraje nie miały „beki” z nas. Z historii za mocny nie jestem. Cały czas zachodzę w głowę, jak to się mogło stać, że tak potężny kraj, który w całych swych dziejach skutecznie odpierał ataki, w 1683 uratował Europę przed Muzułmanami, który przez stulecia był ostoją tolerancji, otwartości na postęp naukowy i zajmował kawał Europy od morza do morza, że ten kraj dał się podzielić między 3 zaborców i to na prośbę swoich niektórych przedstawicieli. Widzę to czasem w telewizji. Zaraz, przecież wtedy nie było telewizji! Może to jednak nie jest program historyczny, tylko reality show…
12 września 1939 r w niewielkim francuskim miasteczku Abbeville dogadali się Anglicy z Francuzami, że nie będą sobie zawracać głowy walczącą Polską i swoich sojuszniczych zobowiązań nie wypełnią. Niewiele wcześniej Polska przekazała Anglikom gotowca, jak odszyfrowywać Enigmę, co wojnę skróciło o jakieś 2 lata co najmniej. Tysiące aliantów uratował polski wynalazek wykrywacza min i znacząco przyczynił się do zwycięstwa. Lista zasług naszych żołnierzy i naukowców dla wolności krajów Europy Zachodniej jest długa i każdemu znana. No może poza .N-Rysiem. W „dowód wdzięczności” alianci uzgodnili, że Polska zostanie oddana Sowietom, a naszych bohaterów pozostających na Zachodzie czekała poniżająca bieda i zapomnienie.
Jeśli więc dziś słyszę, ileż to Polska zawdzięcza Europie i jak to nas nieomal dzikusów cywilizuje, to narasta we mnie niepokój i frustracja. No bo niby gadają po polsku, a ja nic nie rozumiem. Wysilam się, jak mogę, mądrzejszych pytam, ale oni też nie rozumieją. Wywieszają tylko flagi biało – czerwone na 11 listopada i co gorsza, są dumni z Polski. „Zaścianek, ciemnogród, faszyzm i katolstwo”, po naszemu: duma i patriotyzm. Nie o symbole (choć też ważne) tu jednak chodzi, a o nasze „frajerstwo”, z którego na szczęście się powoli wyzwalamy. Zamiast poświęcać się dla takiej, czy innej idei, jakimś tajemniczym i niezdefiniowanym wartościom, czy nadstawiania głowy za inne kraje, zacznijmy po prostu zimno i cyniczne liczyć. Liczyć, co nam się opłaca, a co nie. Co będziemy z tego mieli. Jeśli tylko poklepanie po plecach i brak hejtu w zachodniej prasie pod adresem Polski, to nie zawracajmy sobie tym głowy. Liczmy pieniądze i korzyści gospodarcze i polityczne, a przede wszystkim – liczmy na siebie. Z pewnością nie liczmy na wdzięczność i poświęcenie innych krajów. A jeśli komuś przyjdzie do głowy, że to, co sprawdza się w stosunkach międzyludzkich, sprawdza się również w polityce międzynarodowej, to niech wspomni tytułowe Abbeville i tez 12 września, tylko tym razem 1944 roku, kiedy Polacy wyzwolili to miasteczko.

Autor: Paweł Chorzempa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *